Oser: Kłamanie wymaga odwagi

Marzec jest dla Tybetańczyków miesiącem niespokojnym z uwagi na nagromadzenie ważnych rocznic, symbolizujących dramatyczne zmiany (poczynając od 1959 roku). Podobnie wygląda to w Chinach za sprawą fantastycznego dorocznego spektaklu lianghui, czyli „dwóch posiedzeń” Ogólnochińskiego Zgromadzenia Przedstawicieli Ludowych i Ogólnochińskiej Ludowej Politycznej Konferencji Konsultatywnej. Rysownik, który ma na pieńku z dyktaturą, obdarzył ich uczestników długimi nosami, które – powie wam każde dziecko – znamionują łgarzy.

Ważnymi aktorami tego widowiska są przedstawiciele „mniejszości etnicznych” oraz „organizacji religijnych”, których obsadzono w roli dekoracyjnych wazonów. Pełno ich więc w telewizji i gazetach, gdzie fantazyjne stroje przydają kolorytu puchnącemu imperium. Nakładanie tego makijażu ćwiczono już zapamiętale w nieboszczyku Związku Radzieckim.

Niektórzy przedstawiciele mniejszości najwyraźniej postanowili dać świadectwo duchowi czasów, przesiadając się w modne garnitury, lakierki i okulary bez ramki, jedno jednak pozostało niezmienne: każde ich słowo jest kłamstwem. Często tak żałosnym, że budzą jedynie wesołość.

Na szczególną uwagę zasługuje wywiad w nieco mniej rządowym „Południowym Weekendzie” z dwoma lianghuiowcami: Dziampą Phuncogiem, przewodniczącym Stałego Komitetu Zgromadzenia Przedstawicieli Ludowych Tybetańskiego Regionu Autonomicznego, oraz Pemą Thinle, szefem tamtejszej administracji. Z tym pierwszym rozmawiała też coraz bardziej służalcza wobec Pekinu hongkońska telewizja Phoenix.

Cytujmy. „W 2012 roku grupy robocze stacjonowały w pięciu tysiącach jednostek administracyjnych. Nie idzie tylko o strzeżenie stabilizacji, a przede wszystkim o pomaganie ludności lokalnej w rozwoju gospodarczym. Kadry stacjonujące w wiosce będą zmieniane raz w roku, w ciągu trzech w siołach całego regionu pracować będzie ponad dwadzieścia tysięcy urzędników” (to Dziampa).

„Przywódcy szczebla centralnego – znów Dziampa – wyjaśnili mi, że stabilizacja jest najważniejsza. Teraz stoimy na jej straży, stosując metody konwencjonalne i niekonwencjonalne. Te pierwsze obejmują pracę rozmaitych biur i departamentów rządowych; po drugie sięgamy w okresach trudnych, wymagających specjalnych mechanizmów, w tym także kontrolowania ulic”.

Teraz Pema Thinle: „Do [rezerwatu] Jiuzhaigou przyjeżdżają rok w rok miliony turystów. I co, zdewastowali go może? Tybet ma milion dwieście tysięcy kilometrów kwadratowych i w 2011 roku odwiedziło go zaledwie sześć milionów osób. To ma być katastrofa ekologiczna?”.

Przytaczam te oświadczenia na użytek Czytelnika, nie opatrując ich żadnym komentarzem, ponieważ wydaje mi się to zupełnie zbędne.

Jeszcze jedna perła, rzucona przed nas przez Dziampę: „Rozdawanie portretów przywódców to specyfika tybetańska. Ma długą tradycję. W buddyzmie tybetańskim wielu bodhisattwów to w istocie realni ludzie: Siddhartha Gautama, Congkhapa, Songcen Gampo, księżniczka Wencheng. Wszyscy oni byli obiektami kultu, więc we wręczaniu portretów przywódców partii komunistycznej nie ma nic dziwnego, dla mnichów i mniszek to rzecz absolutnie naturalna i jak najmilej widziana. Czy je gdzieś zawieszają, czy nie – to już ich sprawa. Nikt nikogo do niczego nie zmusza”.

Nie muszę dodawać, że ta akurat myśl wywołała prawdziwą furorę. Moim zdaniem każdy, kto próbuje zrozumieć relację między scentralizowaną władzą polityczną a religią, powinien nauczyć się tego na pamięć.

„Między kulturą polityczną rządu centralnego a religią zawsze panowało instytucjonalne napięcie – pisze mieszkający w Stanach chiński akademik He Qinglian. – Komunistyczna Partia Chin usiłuje rozwiązywać problemy natury religijnej przy pomocy siły politycznej. W ten sposób mnoży tylko i systematycznie potęguje sprzeczności oraz zatargi z poszczególnymi grupami wyznaniowymi. Idę o zakład, że najrozmaitsze niepokoje w łonie chińskiego społeczeństwa zostaną z czasem zdominowane przez konflikty między władzą a kościołami”.

Moim zdaniem kłamanie wymaga odwagi. Odwagi niezbędnej do zaprzedania duszy.

przekrwione oczy

niepewna mina

fałszywy uśmiech

ręka, która trzymała broń

i którą chowa teraz za plecami

Do tego podpisu pod gazetowe zdjęcie odważnym inaczej dedykuję rymowankę:

Jeśli się nie mylę,

to Dziampa i Thinle.

17 kwietnia 2012

Za High Peaks Pure Earth

RACHUNEK BANKOWY

program „Niewidzialne kajdany” 73213000042001026966560001
subkonto Kliniki Stomatologicznej Bencien
46213000042001026966560002

PRZEKIERUJ 1,5% PODATKU