UPROSZCZONY
IDEAŁ
Michel Le Mell
Wszyscy mamy jakiś ideał, własny ideał. Kiedy czyjeś
zachowanie kłóci się z naszymi wyobrażeniami, buntujemy się
i usiłujemy zmienić punkt widzenia tego człowieka, co oczywiście
rzadko się udaje, ponieważ jego koncepcja nie przystaje do naszej.
Możliwy jest tylko kompromis, który leży pośrodku.
W przypadku problemu tybetańskiego jest nim "droga środka"
zaproponowana rządowi Chin przez Dalajlamę: autonomiczny Tybet w
ramach Chin. Jako człowiek kierujący się rozsądkiem i
mądrością, Dalajlama zrozumiał, że trzeba poczynić
pewne ustępstwa. Chinom do tego stopnia zależy na Tybecie, że
z tym chińskim rządem niepodległość jest nie do pomyślenia.
Z innym, demokratycznym, być może, tylko kiedy?
Zdarza się też, że nasz ideał dzielimy z innymi, lecz
dochodzimy doń różnymi drogami. W tym przypadku konflikt wybucha
w razie porażki. Sytuację taką przeżywamy obecnie w związku
z klęską sympatyków Tybetu przy wyborze gospodarza Igrzysk Olimpijskich
w 2008 roku. Niektórzy kwestionują postawę Dalajlamy i rządu
tybetańskiego. Im silniejsze było ich zaangażowanie, tym większa
jest teraz gorycz. Przenosimy na innych winę za klęskę, która
tak czy owak była do przewidzenia. I na odwrót, w przypadku zwycięstwa,
zawsze pojawia się pokusa przypisania go sobie i szukania dla siebie
miejsca w pierwszym rzędzie.
Lao-cy, wielki filozof, którego chińscy przywódcy powinni czytywać
częściej, powiada: "Kierować wydarzeniami, lecz nie kierować
się dumą, nie przypisywać zbyt wielkiego znaczenia osobistemu
wpływowi na rezultaty. Działać, nie ingerując. Nie dać
się przytłoczyć sukcesem ani go sobie nie przypisywać.
Nie tkwić przy rzeczach zakończonych, jako że tych już
strata nie dotknie. Oto mądrość w działaniu".
Przywódcy różnych stowarzyszeń powinni również rozważyć
tę filozofię. Choć, oczywiście, trudno osiągnąć
doskonałość.
Nas również dotyka pokusa przenoszenia własnych ideałów na
inne osoby lub narody. Często dzieje się tak w przypadku Tybetańczyków.
Idealizuje się tych ludzi, czyniąc ich depozytariuszami zalet, które
chcielibyśmy widzieć w nas samych. Rzeczywistość okazuje
się często trudna do zaakceptowania. Uogólnienia na temat różnych
grup są powszechne: Bretończyk jest alkoholikiem, Korsykanin jest
leniwy, paryżanin - snobistyczny i głupi, Chińczyk - pogardliwy
i pozbawiony zasad, za to Tybetańczyk - zawsze uśmiechnięty,
przepełniony mądrością i dobrocią. Kiedy przychodzi
do konfrontacji tego ideału z rzeczywistością, upadek okazuje
się gwałtowny. Niezaprzeczalnie istnieją Tybetańczycy
uśmiechnięci, przepełnieni mądrością i dobrocią,
lecz są też i tacy, którzy szukają korzyści, egoiści
i ludzie gwałtowni, nawet pośród lamów. Istnieją również
Chińczycy pełni mądrości i dobroci. Każdy z nas nosi
w sercu jasną i ciemną stronę, a okoliczności wydobywają
z nich liczne odcienie szarości.
Próba zrozumienia drugiego człowieka bez idealizowania go, bez stosowania
własnych filtrów jest pierwszym krokiem. Buddyści zobaczą w
tym współczucie.
Działalność naszych stowarzyszeń jest oparta na fakcie:
rząd chiński dokonuje stopniowego ludobójstwa narodu tybetańskiego.
A tego akceptować nie można i w imię sprzeciwu mamy obowiązek
pomagać Tybetańczykom. Bez oceniania, ale i bez idealizowania. Opierając
się na zasadzie, która powinna być powszechna: prawa każdego
narodu do samostanowienia.
Wracając zaś do naszego ideału, Albert Einstein określił
go tak: "tym, co stanowi o prawdziwej wartości człowieka, jest
jego oderwanie od własnego, małego ja".
tekst z biuletynu nr 9 "Réseau Bretagne Tibet" (lipiec 2001)
tłum. Elżbieta Brzozowska
Uproszczony ideał