Profesor Samdong Rinpoche do przedstawicieli prasy po zaprzysiężeniu na urząd Prezesa gabinetu,
5 września 2001roku, Departament Informacji i Spraw Zagranicznych (DIIR), Dharamsala
Szanowni Tybetańczycy, mieszkający w Tybecie i poza nim,
Od kiedy tylko Jego Świątobliwość Dalajlama zaczął sprawować polityczną władzę
w Tybecie, bezustannie podejmuje liczne inicjatywy, które mają na celu przeobrażenie
tybetańskiego systemu politycznego w nowoczesną demokrację i zapewnienie w
ten sposób pomyślności narodowi tybetańskiemu oraz ustanowienie solidnych
podstaw naszej polityki. Założenie w 1953 roku Towarzystwa Reform i powołanie
w 1954 roku Biura Reform, pozwoliło na dokonanie w Tybecie pewnych postępowych
zmian.
Szczególnie
podczas ostatnich czterdziestu dwóch lat na wychodźstwie, Jego Świątobliwość
Dalajlama podejmował stałe i niezmordowane wysiłki, zmierzające ku demokratyzacji
tybetańskiej społeczności emigracyjnej i jej systemu politycznego. W ostatnim
czasie taką inicjatywą Jego Świątobliwości było przedstawienie w marcu tego
roku, na końcowej sesji 12-stej kadencji Tybetańskiego Zgromadzenia Przedstawicieli
Ludowych (TZPL) historycznej rady, która zaowocowała nowym systemem wyboru
szefa rządu. Wyboru, dokonywanego odtąd przez wszystkich Tybetańczyków mogących
w wolnym świecie korzystać ze swych praw wyborczych. W pierwszych tego typu
wyborach, większość głosujących wybrała mnie, Samdonga Lobsanga Tenzina na
urząd premiera. Zgodnie z Kartą Tybetańczyków na Wychodźstwie moje powołanie
na ten urząd zatwierdził Jego Świątobliwość Dalajlama.
Dziś,
piątego września 2001 roku, po zaprzysiężeniu i ślubowaniu tajemnicy, rozpoczynając
pełnienie swych obowiązków, pragnę złożyć hołd Jego Świątobliwości Dalajlamie
- duchowemu i politycznemu przywódcy Tybetańczyków oraz wyrazić mu swoją wdzięczność.
Modlę się o długie życie Jego Świątobliwości Dalajlamy oraz o wieczne trwanie
jego miłującej dobroci dla narodu tybetańskiego. Modlę się by jego duchowe
i świeckie przywództwo trwało tak długo, jak istnieje Tybet i jego naród.
Chciałbym też skorzystać z tej okazji by skierować do Tybetu moje płynące
z serca, miłujące pozdrowienia.
Jak
wszyscy wiecie, w ciągu ostatniego czterdziestolecia (tzn. od 1960 do 2001roku)
służyłem Tybetańskiej Administracji na uchodźstwie pełniąc różne funkcje.
Chociaż pracując pod kierunkiem Jego Świątobliwości Dalajlamy, robiłem co
w mojej mocy, nie byłem zadowolony ze swego wkładu. W końcu, mój wiek i rozmaite
inne czynniki skłoniły mnie do podjęcia decyzji by nie zajmować dłużej żadnego
stanowiska ani nie pełnić żadnej funkcji w emigracyjnych strukturach władzy.
Zamierzałem prowadzić życie zwykłego obywatela i pracować na rzecz filozofii
i praktycznych aspektów ruchu niestosowania przemocy. Kilka lat temu opowiedziałem
o tej decyzji Jego Świątobliwości Dalajlamie.
W
marcu tego roku, podczas ostatniej sesji dwunastej kadencji TZPL w moim końcowym
wystąpieniu zatytułowanym "Przeprosiny" zwróciłem się do Tybetańczyków
z prośbą o wybaczenie mi braku zadowalających dokonań i ogłosiłem swoją decyzję
wycofania się z politycznych struktur społeczności emigracyjnej. Na użytek
tybetańskiej opinii publicznej powtórzyłem to kilkakrotnie w jednoznacznych
wystąpieniach skierowanych do prasy i mediów elektronicznych.
Już
po tym, jak postanowiłem prowadzić samotnicze życie by wreszcie oddać się
sprawie niestosowania przemocy, poinformowano mnie, że wbrew moim wszelkim
przewidywaniom, nadspodziewanie duża liczba wyborców zgłosiła mnie na kandydata
na urząd Prezesa Kaszagu (tybetańskiego gabinetu). Niedowierzanie mieszało
się we mnie z niepokojem. Demokracja zapewnia każdemu obywatelowi podstawowe
prawo zarówno by kandydować, jak też by wycofać się z wyborów. Zgodnie z tym
chciałem wycofać swe nazwisko, pozostając przy swojej pierwotnej decyzji.
Z tego też powodu nie odpowiedziałem Komisji Wyborczej, gdy ta poprosiła mnie
o przesłanie życiorysu ze zdjęciem.
W
tym samym czasie, z większości tybetańskich wspólnot emigracyjnych dochodziły
mnie głosy i listy mówiące, że wycofanie mojej kandydatury nie byłoby słuszne.
Takie same wiadomości różnymi kanałami docierały do mnie z Tybetu. Głęboko
to mną poruszyło i zmusiło do gruntowniejszego przemyślenia całej sprawy.
Z reguły żywię przekonanie, że kiedy dochodzi do zderzenia interesu szerszej
grupy ludzi z interesem kilku osób, to winna przeważyć wola większości. Z
racji tego przekonania nie podzielam pewnych idei demokracji liberalnej.
Zastanawiając
się głębiej nad tą kwestią, zdałem sobie sprawę, że lekceważąc wolę ponad
30 000 wyborców i upierając się przy realizacji własnych praw tzn. praw jednostki,
postąpiłbym wbrew własnym przekonaniom. Uświadomiłem też sobie, że odmawiając
uczestnictwa w wyborach, zadałbym cios pierwszemu tego typu demokratycznemu
eksperymentowi, co, jak obawiałem się, zasmuciłoby głęboko Jego Świątobliwość
Dalajlamę. Porzuciłem więc wcześniejszy plan i wziąłem udział w wyborach.
I
tak oto przystępuję do pełnienia swych obowiązków na podstawie udzielonego
mi w końcowej turze wyborów mandatu oraz zatwierdzenia mego powołania przez
Jego Świątobliwość Dalajlamę. Rzecz jasna, to ogromna odpowiedzialność. Pokładając
jednak niezachwianą wiarę w Jego Świątobliwość Dalajlamę i w naród tybetański,
przyjmuję ją jako okazję by służyć im w tym jakże krytycznym momencie, gdy
tożsamości tybetańskiej grozi zagłada. Zobowiązałem się solennie do ciężkiej,
szczerej i bezinteresownej pracy. To, czy uda mi się osiągnąć jakieś rezultaty,
to inna rzecz.
Oto,
co zamierzam uczynić w pierwszej kolejności po zaprzysiężeniu na urząd: Przy
paru okazjach, miedzy innymi w orędziu z 10 marca [2001 roku], Jego Świątobliwość
stwierdził, że zamierza stopniowo przekazać wszystkie swoje uprawnienia wykonawcze
nowemu, demokratycznie wybranemu szefowi gabinetu oraz TZPL. Chciałbym w tym
miejscu prosić Jego Świątobliwość o odwołanie tej decyzji i dalsze sprawowanie
tradycyjnych obowiązków administracyjnych, zgodnie z postanowieniami Karty
Tybetańczyków na Wychodźstwie. Ze swej strony, uroczyście obiecuję skutecznie
wywiązywać się ze wszystkich obowiązków administracyjnych, tak, by jak najmniej
zakłócać spokój Jego Świątobliwości i przysparzać mu jak najmniej kłopotów.
Ufam, że Jego Świątobliwość rozważy moją prośbę z miłującą dobrocią.
Istnieje
zasada, że główne programy i założenia polityki Administracji emigracyjnej
są formułowane przez TZPL i akceptowane przez Jego Świątobliwość Dalajlamę.
Kaszag nie ma uprawnień do przedstawiania swoich własnych, niezależnych polityk
czy stanowisk. Dlatego też nie zamierzać ogłaszać nowych polityk. Mandat władzy
wykonawczej zawiera się w realizacji polityki sformułowanej przez TZPL i Jego
Świątobliwość. Biorąc za to odpowiedzialność, zamierzam zrobić wszystko by
sprawy nie uległy pogorszeniu, a wręcz mam nadzieję dokonać pewnych zmian
na lepsze.
Najwyższą
miarą tego, czym będzie się kierować nowy gabinet są zasady Jego Świątobliwości
Dalajlamy - prawda, niestosowanie przemocy i prawdziwa demokracja. Na ich
fundamencie nowy Kaszag będzie pełnił swe funkcje zgodnie z przepisami Karty,
ze szczególnym uwzględnieniem wytycznych zasad. Obecna polityka Administracji
Tybetańskiej polega na realizacji Drogi Środka - koncepcji Jego Świątobliwości
Dalajlamy zakładającej rozwiązanie problemu Tybetu drogą negocjacji. Starając
się odbudować bezpośrednie kontakty z Pekinem i wzmacniać służące temu międzynarodowe
wsparcie, nie będę szczędzić trudu. Sądzę, że promowanie lepszego zrozumienia
i kontaktów między Tybetańczykami i Chińczykami jest bardzo ważne. To, czy
odniesiemy sukces czy porażkę zależy od władz chińskich i rozwoju polityki
światowej. Z naszej strony niewiele możemy zdziałać w pojedynkę. Nigdy jednak
nie stracimy nadziei ani cierpliwości.
Jeśli
jednak chodzi o służbę Tybetańczykom na wychodźstwie i poprawę skuteczności
Administracji, muszę stwierdzić, że należy to jak najbardziej do nas. Zamierzam
dołożyć większych starań aby to osiągnąć. Wierzę, że naczelną zasadą Administracji,
przy wszystkich jej działaniach, powinny być rządy prawa. Wierzę też, że powinny
ją cechować absolutna przejrzystość i odpowiedzialność. W zakresie religii,
edukacji, spraw wewnętrznych i zdrowia postaram się ułatwić sformułowanie
jasnych polityk, uwzględniających zarówno tybetańską kulturę jak i praktyczne
wymogi naszych czasów. Szczególnie zależy mi na stworzeniu wzorcowej polityki
finansowej. Zamierzam też podejść ze specjalną uwagą do wprowadzenia metod
osiągnięcia surowej prostoty i ograniczenia wydatków administracyjnych do
absolutnie niezbędnych.
Wydaje
się, że niektórzy Tybetańczycy w Indiach, Nepalu i Bhutanie wciąż żyją pozbawieni
miejsca, gdzie mogliby się osiedlić i znaleźć źródło utrzymania. Ponadto,
i wśród Tybetańczyków żyjących w osiedlach wydają się być tacy, którym brak
odpowiedniej opieki zdrowotnej i środków do życia. Nowy Kaszag stanie przed
pilnym zadaniem pokierowania nimi i udzielenia pomocy w znalezieniu trwałych
źródeł utrzymania.
Ogólnie mówiąc, dwa najdonioślejsze w historii diaspory tybetańskiej osiągnięcia
wypływające z wysiłków Jego Świątobliwości Dalajlamy to, po pierwsze, fakt,
że osiągnęliśmy demokrację bez walki o nią; po drugie, to, że w naszej walce
o wolność konsekwentnie podążaliśmy ścieżką niestosowania przemocy. Pierwszorzędnym
zadaniem kierowanego przeze mnie Kaszagu będzie promowanie tych dwóch zasad.
Dołożę wszelkich starań by w tym celu rozwinąć w naszej społeczności demokratyczną
świadomość i kulturę niestosowania przemocy. Od dawna myślałem o tym, by z
pomocą współczesnych ekspertów, stworzyć dla ruchu pokojowego projekt całościowej
strategii, służącej zakończeniu negocjacji z Pekinem i doprowadzeniu do sensownego
rozwiązania kwestii Tybetu. Projekt ten odwlekał się długo z braku środków
finansowych. Teraz zamierzam zająć się nim bez zwłoki.
Szacunek,
jakim cieszy się obecnie Jego Świątobliwość Dalajlama jest powszechny i wynika
z uznania w nim przewodnika i nauczyciela świata. Sedno Jego nauczania można
sprowadzić do tego: podstawową odpowiedzialnością ludzkości jest praca na
rzecz szczęścia wszystkich żywych istot. Zaraz potem idzie dbałość o zachowanie
i rozwijanie poszczególnych nauk religijnych i kultury. Po trzecie, należy
do niej praca na rzecz własnego narodu. Jako naśladowcy Jego Świątobliwości
Dalajlamy i wyznawcy buddyzmu mahajany, my Tybetańczycy musimy realizować
te nauki w naszym codziennym życiu, tak na poziomie indywidualnym jak i całej
społeczności. W istocie rzeczy w tym właśnie widzę wyjątkową odpowiedzialność
powszechną Tybetańczyków. Nasza walka o wolność nie służy jedynie interesom
Tybetańczyków, zachowanie tradycji wewnętrznej mądrości i wyjątkowej kultury
tybetańskiej oznacza korzyść dla całego świata. Dlatego też nasz ruch postrzegam
nie jako walkę polityczną, ale raczej jako praktykę duchową.
Obecnie
najczęściej wykorzystywaną drogą żyjących na naszej planecie istot stała się
przemoc. Możemy stawić opór tej pladze dążąc do naszego celu środkami pokojowymi
i przekształcając przyszły Tybet w strefę ahimsy (niestosowania przemocy)
zgodnie z wezwaniem Jego Świątobliwości Dalajlamy, zawartym w Jego Pięciopunktowym
Planie dla Tybetu. My, Tybetańczycy już teraz musimy czynić wysiłki, aby przyszły
Tybet stał się strefą ahimsy i sanktuarium ochrony środowiska. Wierzę, że
trzeba abyśmy sami stworzyli społeczeństwo pokoju służące za przykład reszcie
świata. Aby to osiągnąć, powinniśmy najpierw rozwinąć kulturę ahimsy w naszych
społecznościach emigracyjnych. Możemy zacząć od opracowania projektów pokojowych
środków utrzymania dla naszych społeczności wychodźczych. Tybetańskie osiedla
w Indiach idealnie nadają się do tego typu eksperymentu. W skrócie zamierzam
promować koncepcję Gandhiego Gram Swaraj w naszych osiedlach. W szczególności
zamierzam zająć się promowaniem w nich pokojowych i przyjaznych środowisku
metod rolnictwa.
Wiem,
że wielu Tybetańczykom, będącym pod wpływem przyspieszonej, konkurencyjnej
cywilizacji post-nowoczesnej zrozumienie i docenienie idei, które tu przedstawiłem
może wydać się trudne. Jest to jednak jedyna logiczna opcja jeśli chcemy zapewnić
długotrwałe przetrwanie ludzkości i innych żywych istot. Najbardziej obiektywni
obserwatorzy, chcąc nie chcąc, dojrzeli już do przyjęcia takich wniosków.
Jak
chodzi o moje własne skłonności i przekonania, czuję, że w objęciu przeze
mnie stanowiska szefa rządu kryje się zasadniczy problem i sprzeczność. Moje
wykształcenie z zakresu teorii polityki oraz osobiste skłonności stworzyły
mnie do bycia krytykiem rządu, systemu i władzy. Jakkolwiek nie znajduję trudności
w podejmowaniu roli opozycji, mogę odczuwać pewną kłopotliwą sprzeczność wewnętrzną
obejmując przewodnictwo nad ciałem kierowniczym. Z drugiej strony nie powinienem
zapominać, że nasza administracja, będąc organizacją wychodźczą nie dysponuje
zapleczem pozwalającym sprawować rządy w sposób, w jaki to robią niepodległe
państwa. Ta administracja jest oddana wyłącznie kwestii walki o wolność. Z
tej perspektywy sądzę, że mój konflikt wewnętrzny nie będzie aż tak wielki.
Henry David Thoreau powiedział, że najlepszy rząd to taki, którzy nie rządzi
wcale. W podobnym duchu wyraził się Mahatma Gandhi mówiąc: "Swaraj nie
znaczy że jeden rządzi innymi, ale że każdy rządzi się sobą." Mam nadzieję
na właśnie taką administrację.
Politykę
tybetańską można określić jako łączącą wartości duchowe i polityczne, lub
jako z natury świecką. Z faktu, że jest absolutnie koniecznym oparcie tej
polityki na pojęciach duchowych wynika to, że nie dostrzegam żadnej sprzeczności
w tym, że będę pełnić rolę przewodniczącego Kaszagu będąc jednocześnie buddyjskim
mnichem. Jednocześnie jednak zastrzegam sobie prawo wyboru między urzędem
przewodniczącego Kaszagu a moim powołaniem mnicha w razie zaistnienia sytuacji,
która wymagałyby ode mnie działania sprzecznego ze ślubami zakonnymi.
Sprawując
funkcję szefa rządu będę czerpał inspirację, siłę i wskazówki z rad jego Świątobliwości
Dalajlamy oraz z jedności Tybetańczyków wywodzących się z trzech prowincji
Tybetu. Starania i dobroć Jego Świątobliwości Dalajlamy jaśnieją niczym słońce,
a nie sposób przesłonić blasku słońca przy pomocy palca. Choć nasi przeciwnicy
zawsze starali się rozbić jedność Tybetańczyków, w pełni wierzę w to, że zwykli
ludzie nie pozwolą im wprowadzić się w błąd. Działania i wystąpienia bardzo
znikomej liczby Tybetańczyków, stając się tematem doniesień prasowych, mogą
wywołać wrażenie rozbicia w łonie naszej wspólnoty. Rzecz jasna, czasem, na
jednym, czy dwóch obszarach borykamy się z problemem sekciarskich, regionalnych
czy frakcyjnych uprzedzeń, podobnie jak zdarza się, że jedna lub dwie frakcje
sieją pogłoski o jakimś zasadniczym konflikcie sekciarskim mającym się rozgrywać
w naszej wspólnocie. Poza tym, od czasu do czasu, pojawiają się samozwańczy
przedstawiciele narodu, którzy próbują wykorzystać uprzedzenia czy to o charakterze
sekciarskim, regionalnym, czy frakcyjnym. Wzywam wszystkich Tybetańczyków
by pozostali czujni wobec zamiarów takich osób.
Wystawiani
na próbę, w kluczowych momentach naszej historii wielokrotnie wykazywaliśmy
siłę jedności. W czasie niedawnych wyborów przewodniczącego Kaszagu, wyborcy
oparli się wszelkim sekciarskim, regionalnym czy frakcyjnym skłonnościom.
Kilka osób będących zwolennikami takich uprzedzeń nie zdołało wpłynąć na opinię
publiczną. Ta dająca wiele nadziei postawa wykazana podczas pierwszej tury
stała się jednym z głównych powodów dla których zdecydowałem się uczestniczyć
w wyborach. Chciałbym teraz skorzystać z okazji i złożyć Tybetańczykom, szczególnie
tym na wychodźstwie, solenną obietnicę, że zachowam siłę naszej jedności.
Istniejące
w ludziach negatywne uczucia sprawiają, że w społeczeństwie zawsze będą obecne
różnice i konflikty. To całkiem naturalne. Jednakże nie stanowi to powodu
by osłabiać naszą jedność wobec wspólnego celu jakim jest Tybet. Różnice zdań
i kłótnie między poszczególnymi Tybetańczykami muszą zatrzymywać się na poziomie
jednostek. Tego typu problemy nie mogą rozwijać się w walki sekciarskie, regionalne
czy frakcyjne.
Otwarta
i czyniona w dobrej wierze krytyka działań i polityk Administracji jest prawem
i obowiązkiem wszystkich Tybetańczyków, podobnie jak niezbędna jest krytyka
działań i zachowań poszczególnych pracowników Administracji. Zwracam się do
Tybetańczyków z prośbą o wykazywanie takiego krytycyzmu w porę, zanim stanie
się za późno na naprawę sytuacji. Z drugiej strony, bezpodstawne i rzucane
w złej wierze oszczerstwa, mające na celu zdyskredytowanie Administracji oraz
tworzących ją osób nie jest ani zdrowe ani warte uznania. Mając na uwadze
nieetyczny i niemoralny charakter takich działań, nie będę zawracał sobie
głowy odpowiadaniem na każdą krytykę tego rodzaju. Oczywiście macie pełną
swobodę by skrytykować czy też oszkalować za to Administrację, mnie lub innego
członka personelu. Chciałbym was jednak prosić, byście nie robili nic, co
zaszkodzi sprawie naszego narodu. Jeśli ktoś podważa sprawę Tybetu, historia
i potomność nie przebaczą mu takiego działania, chociażby nawet Administracja
i jej pracownicy nie mogli z tym nic zrobić.
Kaszag
i ja sam będziemy podchodzić z równym szacunkiem do wszystkich Tybetańczyków.
Nigdy nie będziemy nikogo osądzać na podstawie jego dawnych dziejów, przynależności
grupowej czy popełnionych w przeszłości błędów politycznych. Aryadeva powiedział
"Budda widzi wrogów w negatywnych emocjach, nie w osobach dotkniętych
tymi emocjami". W tym samym duchu Mahatma Gandhi nauczał, by nienawidzić
grzech, nie grzesznika. Chociaż będę z mocą krytykował i przeciwstawiał się
złym działaniom, nie będę żywił złej woli wobec ich autorów. Nie będę ich
też traktował jak swych przeciwników. Będę ich natomiast szanował, podobnie
jak szanuje każdego innego Tybetańczyka nie porzucając nadziei, że uda się
sprowadzić ich na właściwą drogę. Mówiąc w skrócie, nie mam absolutnie nic
przeciwko współpracy z oponentami Administracji, z tymi, którzy się wobec
niej dystansują. Będę szczęśliwy mogąc działać wspólnie z nimi, jak długo
będzie to służyć wspólnej sprawie Tybetu.
Trzecią,
wspaniałą zasługą Jego Świątobliwości Dalajlamy jest wysiłek włożony w to,
by Tybetańczycy trwali jako jedna społeczność, bez względu na przynależność
czy granice, jakie istniały w Tybecie w czasie komunistycznej inwazji chińskiej
w latach 1949/1950. Przez ostatnie 42 lata traktował trzy prowincje Tybetu
jako nierozłączne części tworzące organiczną całość. Ludziom pochodzącym z
każdej z tych trzech prowincji dał równe szanse wyboru reprezentantów do TZPL
oraz wszystkich innych organów oraz instytucji administracji emigracyjnej.
W swoich propozycjach do negocjacji z Chinami zamieścił warunek, mówiący o
tym, że wszystkie trzy prowincje Tybetu powinny tworzyć jedną całość. Zjednoczenie
trzech prowincji tybetańskich jest jednym z najważniejszych powodów, dla których
propozycja obejmuje rezygnację z idei niepodległości na rzecz samorządności.
Wszyscy Tybetańczycy powinni mieć w pamięci tę niepodważalną prawdę i nie
ulegać zakusom kłamliwych kampanii dezinformacji.
Podsumowując,
w czasie pełnienia funkcji Przewodniczącego Kaszagu będę uzależniał sprawowanie
wszystkich obowiązków politycznych i administracyjnych od poparcia zwykłych
ludzi. Jeśli przy podejmowaniu decyzji odnośnie do spraw Tybetu stanę w obliczu
problemów lub będę miał jakieś wątpliwości, zarządzę referendum i pójdę za
głosem większości.
Skuteczność
administracji emigracyjnej zależy od szczerości, uczenia się, kompetencji
i pracowitości jej personelu. Od pracowników administracji oczekuję uczciwości
i prawości. Wzywam też ich wszystkich by unikali trwonienia oraz nieetycznego
pozyskiwania funduszy publicznych. Zobowiązałem się do jak najsurowszego traktowania
każdego członka personelu, czy to wysokiego czy niskiego szczebla, który byłby
zamieszany nawet w najmniejszą sprawę nieuczciwości, faworyzacji, nepotyzmu,
korupcji czy lekceważenia obowiązków publicznych i będę w tym niezachwiany.
Indie
są krajem o tysiącletniej tradycji stosunków duchowych, kulturalnych, społecznych,
gospodarczych i sąsiedzkich z Tybetem. To również miejsce narodzin naszej
religii, religii którą od ponad trzynastu wieków cenimy bardziej niż własne
życie. Od stuleci Indie wykazywały wielką szczodrość pełniąc rolę naszego
nauczyciela. To właśnie w Indiach Jego Świątobliwość Dalajlama i szerokie
rzesze Tybetańczyków szukali schronienia kiedy na nasz kraj spadł najtragiczniejszy
w całej dotychczasowej historii polityczny los. Przez ostatnie czterdziestolecie,
100 000 Tybetańczyków otrzymało od Indii osiedla i placówki edukacyjne, uzyskując
tym samym warunki dla przetrwania naszej religii i kultury. Poza pomocą w
zachowaniu naszej tożsamości, Indie zapewniają bezpieczeństwo Jego Świątobliwości
Dalajlamie, dzięki czemu może nieść swój przekaz i nauczać na całym świecie.
Krótko mówiąc, Indie są krajem, wobec którego naród tybetański ma ogromny
dług wdzięczności. Pod tym względem świętym obowiązkiem administracji i narodu
tybetańskiego jest służenie interesom Indii. Podejmując jakiekolwiek działania
polityczne nie powinniśmy w żadnej mierze szkodzić interesom Indii. Do tego
też zobowiązuję się stanowczo.
Obecnie
szerokie rzesze ludzi na całym świecie, za pomocą różnych działań dobrowolnie
wspierają sprawę Tybetu. Cenimy ich solidarność w tym najtrudniejszym okresie.
Jestem przekonany, że ich pomoc stworzy trwały rozdział w historii Tybetu.
Zamierzam dołożyć starań by poprawić współpracę i relacje między administracją
na wychodźstwie a wszystkimi tymi, którzy na całym świecie udzielają nam swego
poparcia.
Większość Tybetańczyków wierzy w prawo karmy oraz w to, że aby pomóc w rozwiązaniu
problemu Tybetu musimy zgromadzić więcej wspólnych zasług. Dlatego też apeluję
do wszystkich Tybetańczyków o sumienną praktykę duchową. W sposób szczególny
zwracam się do wspólnoty mnichów i mniszek by pilnie przestrzegali swych ślubów
zakonnych i skupiali się na studiowaniu i praktykowaniu dharmy. Wzywam też
wspólnotę duchową do modłów o szybki kres tragedii Tybetu.
Modlę się w końcu o długie życie Jego Świątobliwości Dalajlamy i o powodzenie jego wysiłków. Oby rychłe było zwycięstwo prawdy o tybetańskiej sprawie.