Satjagraha

Prof. Samdong Rinpocze
Premier Centralnej Administracji Tybetańskiej w Indiach


do góry


Omówienie satjagrahy jest zadaniem trudnym z trzech powodów: po pierwsze satjagraha to temat bardzo rozległy i nie sposób omówić go w kwadrans. Po drugie, nie przygotowałem tego wystąpienia na piśmie, więc niełatwo przyjdzie mi je przedstawić. Trzeci powód stanowią ograniczenia lingwistyczne. Wypowiadanie się w obcym języku nastręcza mi pewnych trudności trudność. Postaram się jednak zrobić to jak najlepiej.
Dr Trikha poświęcił sporo czasu na wprowadzenie, przez co, definiując satjagrahę, ułatwił mi zadanie. Co do kilku rzeczy różnimy się jednak. Po pierwsze, w satjagrasze nie ma zwycięstwa ani klęski. Celem jest dotarcie do prawdy. Czyniąc rozróżnienie między klęską a zwycięstwem lub między sukcesem a porażką, dokonuje się wyboru, co może uniemożliwić stanie się prawdziwym satjagrahą. Jedynym dążeniem satjagrahy jest ujrzeć prawdę – nic ponad to. Zwycięstwo jest zawsze częściowe, spowinowacone z klęską, a myślenie w ich kategoriach świadczy o strachu i pożądaniu. Póki w umyśle tkwią strach i pożądanie, póty nie można być prawdziwym satjagrahą. Musimy wznieść się ponad pożądanie i strach, satjagrahą jest bowiem jedynie dążenie do odnalezienia prawdy i niezłomne w niej trwanie.
Z perspektywy buddyjskiej prawda ma dwa poziomy: absolutny i względny, czyli konwencjonalny. Prawda absolutna nie stosuje się do sfery polityki i sprawiedliwości społecznej; tu musimy odnaleźć prawdę względną i działać w oparciu o nią. Prawda względna może się zmieniać stosownie do ludzi, sytuacji i czasów. Kiedy zmienia się postrzeganie prawdy, zmianie ulega również sposób trwania przy niej. Satjagraha owym zmianom się poddaje, wiernie podążając za wizją prawdy względnej. „Nie staram się być stałym – powiada Gandhi. – Moje doświadczenie prawdy to ciągły rozwój i postęp. Kiedy zmienia się moje postrzeganie, dostosowuję do niego swe działania”.
Mahatma Gandhi nie dbał więc o stałość swych wystąpień i czynów. Liczyła się zgodność między tym, jak widział prawdę, a tym, co robił. To rzecz największej wagi. Jeśli widzimy prawdę, nasze działania, słowa i myśli muszą być z nią zgodne. Pod tym względem nie ma mowy o jakichkolwiek kompromisach czy braku konsekwencji. Rozdźwięk taki oznaczałby koniec satjagrahy. Tyle jeśli idzie o postawę ogólną.
Najlepszym przykładem praktyki satjagrahy są według mnie działania Jego Świątobliwości Dalajlamy i jego Tybetańskiego Rządu Emigracyjnego. Na tym forum będzie to, mam nadzieję, przykład najodpowiedniejszy i najbardziej użyteczny.
Zachodnie odpowiedniki słowa ahimsa są moim zdaniem niedokładne, dlatego też chciałbym powiedzieć, jak sam rozumiem ten termin. Ahimsa obejmuje o wiele szersze pole czynów i rodzajów aktywności niż niestosowanie przemocy, które jedynie neguje przemoc. Prawda i ahimsa to dwie strony tego samego medalu. Jeżeli widzi się prawdę, sama ta percepcja prowadzi go do ahimsy, czyniąc z nas ahimsaka – osobę wierniej postrzegającą prawdę. Prawda i ahimsa są od siebie zależne. Praktyka ahimsy jest przekonaniem o prawdzie a przekonanie o prawdzie stanowi praktykę ahimsy, są więc one jednością. Innymi słowy, nasz sposób postępowania – w każdej sytuacji – musi być zgodny z tym, co uważamy za prawdę.
Jego Świątobliwość oraz Tybetański Rząd Emigracyjny, na przykład, uważają, że zapisany w konstytucji Chin autentyczny samorząd całego narodu tybetańskiego stanowi pewien aspekt prawdy. Postrzegając ten aspekt prawdy w pozostaniu w związku z Chinami na zasadzie pełnej autonomii całego narodu tybetańskiego, dążymy do niego, w związku z tym nie możemy uprawiać „dyplomacji” czy „dopasowywać się”. Nie wolno nam narazić na szwank niczego, co mogłoby służyć osiągnięciu naszego celu. Aby uzyskać tę autonomię musimy negocjować z władzami ChRL, które jasno i zdecydowanie mówią nam: „Jesteśmy gotowi z wami rozmawiać, ale najpierw Jego Świątobliwość musi uznać Tybet za nieodłączną częścią Chin, a Tajwan za prowincję ChRL. Musi też wycofać się ze wszystkich separatystycznych działań”.
Wiele osób uważa Jego Świątobliwość i jego naród ze głupców, którzy powinni po prostu przystać na te warunki, jeśli chcą doprowadzić do rozpoczęcia negocjacji. Zachodzą w głowę, dlaczego nie oświadczymy, że Tybet jest częścią Chin. W istocie stanowi on dziś część Chin i świat to akceptuje, pytają nas zatem, czemu ma służyć odżegnywanie się od tego, i uważają za idiotów pozbawionych zdolności dyplomatycznych. Słyszymy też: cóż szkodzi przyznać, że Tajwan jest prowincją Chin? Tak kiedyś było i może tak być w przyszłości. Jak takie stwierdzenie mogłoby zaszkodzić sprawie Tybetu? Uznanie Tajwanu za prowincję ChRL nie sprawi, że jutro stanie się to faktem. Nie zaczną go okupować następnego dnia. To tylko słowa, ale wy ich nie wypowiadacie. Zróbcie to, słyszymy, na dobry początek. Jeżeli Chiny nie przystąpią do negocjacji, możecie przecież oznajmić społeczności międzynarodowej, że spełniliście wszystkie warunki wstępne, a mimo to Pekin nie zasiadł do rozmów. W ten sposób wzmocnicie swoją pozycję.
My jednak obstajemy przy nieakceptowaniu tego, co nie jest prawdą. Jesteśmy przeświadczeni, że Jego Świątobliwość nie może pisać na nowo historii Tybetu, przyznając, że był on, jest i będzie nieodłączną częścią Chin – ponieważ nie był. Musimy więc odpowiedzieć: Nie możemy zaakceptować tych warunków niezależnie od tego, czy będą jakieś negocjacje, czy też nie. Pragniemy ich, ale nie możemy potwierdzić czegoś, co uważamy za fałsz. To jest nasze trwanie w prawdzie.
Jak idzie o Tajwan, nie jest naszą rzeczą mieszanie się w jego sprawy – to kwestia wewnętrzna, czy też zewnętrzna, między Chinami kontynentalnymi a Tajwanem. Kim jesteśmy, by akceptować lub negować sprawy dotyczące narodu, z którym nie mamy żadnego związku, stosunków ani interesów? Nie możemy więc również spełnić i tego warunku. Jeśli zaś idzie o „zaprzestanie wszelkich działań separatystycznych”, to nigdy ich nie prowadziliśmy, nie prowadzimy i prowadzić nie zamierzamy. Mówię to z całą odpowiedzialnością.
To jeden aspekt praktykowanej przez nas obecnie satjagrahy – nie narażając na szwank prawdy, ciągle dążyć do negocjacji, które mogą przynieść rozwiązanie problemu Tybetu.
W codziennej pracy administracji również opieramy się na prawdzie, niestosowaniu przemocy i prawdziwej demokracji. Wielu urzędników państwowych i moich kolegów sądzi, że z punktu widzenia sprawności działania administracji jest to szkodliwe, zwłaszcza w kraju takim jak Indie, gdzie wiele spraw trzeba załatwiać nielegalnie lub przy pomocą nieuczciwych metod, a rezygnacja z nich może oznaczać poważne opóźnienia i rozmaite kłopoty przy rozwiązywaniu nawet najprostszych problemów. W ciągu ostatnich dwóch lat podległa mi administracja stanowczo odmawiała zrobienia czegokolwiek, co mogłoby stanowić naruszenie prawa kraju, w którym żyjemy. Jak z Himalajami – stanowią one ogromną przeszkodę, ale godzimy się z tą niedogodnością. Jednym z aspektów satjagrahy jest zaakceptowanie bólu, problemów i cierpienia, które mogą wiązać się z trwaniem w prawdzie. Codziennie doświadczamy trudności, lecz mimo to nie poddajemy się. Nie jestem w stanie zaręczyć, że każdy departament i każdy urzędnik państwowy pracuje w taki sposób, ale staramy się o to. Tak wygląda inna praktykowana przez nas satjagraha.
Na koniec muszę wspomnieć o ważnym, praktykowanym przez nas aspekcie satjagrahy, polegającym na przeciwstawianiu się niesprawiedliwości i oporze przed odpowiadaniem na przemoc. Mahatma Gandhi nie był zadowolony ze sformułowania „bierny opór”. Bierność zawiera w sobie lenistwo i gnuśność; istnieje też wiele tradycji religijnych, które nauczają niestawienia oporu złu. Opór bywa również uznawany za rodzaj przemocy, mamy tu więc do czynienia z niebezpiecznym pomieszaniem pojęć. Wiele osób uważa niestosowanie przemocy za brak oporu lub brak reakcji na niesprawiedliwość, a przecież sprawiedliwość jest aspektem prawdy i dokładanie wszelkich możliwych starań, by ją chronić oraz pielęgnować, należy do słusznych obowiązków satjagrahy.
Ilekroć widzimy lub mamy do czynienia z przemocą i niesprawiedliwością, musimy dać im odpór – ze współczuciem i miłością. Bez śladu nienawiści czy chęci zemsty przeciwstawiać się czynem, słowem i myślą. Nie mogą nas przed tym powstrzymywać żadne groźby ani niebezpieczeństwa. Opór znaczy tyle, co działanie przeciwne. Jeśli istnieje przemoc i ktoś przeciwstawia się jej przemocą, wpada w pułapkę swoich przeciwników. Ci, którzy dają upust przemocy, sprzyjają jej trwaniu. Pozwalając sobie na przemoc, jedynie ją pomnażają. Satjagrahi wie, że odpieranie przemocy przemocą musi ją potęgować, ponieważ w żaden sposób nie przyczynia się do położenia jej kresu.
Rozsądni ludzie potrafią zrozumieć, że mając do czynienia z ogniem i chcąc go ugasić, muszą użyć czegoś, co z natury jest jego przeciwieństwem. Nie da się ugasić pożaru dokładając ognia lub dolewając paliwa. W czasie powodzi należy zmniejszać, a nie zwiększać ilość wody lub odciąć jej źródło. To jasne prawo natury, które trzeba zrozumieć. Musimy więc dawać odpór niesprawiedliwości lub przemocy, stosując siłę przeciwną. Siła taka, będąc przeciwieństwem przemocy, może ją zmniejszyć lub zlikwidować, ponieważ eliminuje jej przyczynę.
Podstawowe nauki Buddy mówią po prostu, że powinniśmy zdać sobie sprawę z istnienia cierpienia, znaleźć jego przyczyny i zrozumieć, że możemy je wyeliminować. Potem trzeba sięgnąć po służące temu środki i zacząć je stosować. Te proste, szlachetne prawdy stosują się do każdego działania człowieka i zawsze powinniśmy się nimi kierować.
Kiedy cierpimy z powodu choroby, musimy odkryć jej przyczyny, a następnie znaleźć odpowiednie antidotum, gdyż zdrowie odzyskamy tylko dzięki zlikwidowaniu źródła dolegliwości. Walka li tylko z objawami, jak czyni to większość współczesnych leków alopatycznych, choroby nie uleczy, przynosząc co najwyżej chwilową ulgę.
Satjagrahi muszą umieć szukać przyczyn problemów i likwidować je u źródła. Obecna sytuacja Tybetu wynika z ignorancji, nienawiści oraz chciwości kilku dyktatorów ChRL. To negatywne emocje. Jeśli zamierzamy rozwiązać problem, musimy uporać się z podobnymi uczuciami chińskich przywódców. Złe emocje można osłabić i wreszcie wyplenić, odpowiadając na nie siłą przeciwną, na którą składają się miłość, dobroć, troska i bezinteresowność. Taka postawa może bezpośrednio wpłynąć na mentalność chińskich przywódców. Jej zmiana automatycznie rozwiązałaby problem, a rozwiązanie osiągnięte na drodze satjagrahy miałoby charakter stały, nie tymczasowy – i stąd nasze dążenie do niego.