Edukacja w Tybecie

«powróć


Z analizy oficjalnych statystyk wynika, że ponad 50 procent Tybetańczyków, którzy ukończyli piętnasty rok życia, jest analfabetami (przy krajowej średniej 11,6 procent). W niektórych regionach odsetek ten jest jeszcze wyższy. Władze ograniczają rolę języka tybetańskiego w systemie edukacyjnym; w 1997 roku ogłoszono, że tybetańskie dzieci będą się uczyć chińskiego już od pierwszej klasy. Rząd wyjaśnia, iż chce w ten sposób ułatwić Tybetańczykom rywalizację z chińskimi rówieśnikami, co na dłuższą metę umożliwi im zdobycie lepszego wykształcenia i pracy. Tybetański pozostaje językiem wykładowym w wiejskich szkołach podstawowych, ale edukacja trwa w nich z reguły tylko dwa, trzy lata. Dostęp do nielicznych szkół utrudniają wysokie ceny i duże odległości. Narzucając klasztorom „limity wiekowe”, władze odbierają dzieciom szansę na zdobycie wykształcenia w instytucjach monastycznych. Jednocześnie zamyka się placówki prywatne, których założyciele narazili się partii lub lokalnym aparatczykom.

Struktura i finansowanie systemu edukacyjnego (podobnie jak służby zdrowia) ma również charakter dyskryminacyjny; rząd łoży niemal wyłącznie na placówki, które znajdują się w zdominowanych przez chińskich osadników miastach. W niektórych okręgach wiejskich Tybetańczycy są zmuszani do budowania i utrzymywania szkół z własnej kieszeni. Choć władze twierdzą, że edukacja na poziomie podstawowym jest bezpłatna, tybetańscy rodzice i uczniowie wnoszą bardzo wysokie opłaty, które nie obowiązują Chińczyków. W grudniu 2003 roku rządowe media opublikowały wyniki kontroli w ponad 60 tysiącach szkół z 20 prowincji ChRL, z których wynika, że podbierano w nich nielegalne opłaty w wysokości 21,4 miliarda yuanów (2,6 mld USD).

W Tybecie, oficjalnie, uczy się 81 procent dzieci w wieku szkolnym, większość kończy jednak tylko wiejskie szkoły podstawowe. Według urzędników lokalnych tybetański jest głównym językiem wykładowym w 60 procent szkół średnich, zwłaszcza w regionach wiejskich, choć prowadzi się w nich również zajęcia po chińsku. Organizacje pozarządowe utrzymują, że odsetek ten jest zawyżony. Większość uczniów tych placówek to Hanowie. Uczniowie regionalnych szkół średnich uczęszczają na zajęcia prowadzone po tybetańsku, niemniej muszą znać chiński, gdyż w tym języku wykłada się większość przedmiotów. W kilku regionach nie należących do TRA działają szkoły średnie, w których wykłada się po tybetańsku. Od połowy lat osiemdziesiątych fundusze, które miały pomóc Tybetańczykom w uzyskaniu wyższego wykształcenia, przeznaczane są na kierowanie ich do szkół w innych prowincjach. Źródła rządowe podają, że na stu uniwersytetach w różnych regionach ChRL kształci się obecnie 13 tysięcy tybetańskich studentów. Do zdobycia wykształcenia wyższego niezbędna jest znajomość języka chińskiego.

Uniwersytet Tybetański (UT) miał kształcić około 1 300 tybetańskich studentów – przyszłych nauczycieli dla regionalnego systemu oświaty. Tybetańczycy patrzą z niechęcią na rosnącą liczbę chińskich studentów i wykładowców. Według oficjalnych statystyk Tybetańczycy – teoretycznie 95 procent mieszkańców – stanowią 80 proc. studentów i zaledwie 30 proc. wszystkich wykładowców akademickich w TRA. Choć mają uprzywilejowaną pozycję przy zapisach, na egzaminach często wyprzedzają ich – i zostają przyjęci – Chińczycy, którzy lepiej znają język i kończą lepsze szkoły średnie. Władze zmuszają profesorów, zwłaszcza z wydziału filologii tybetańskiej UT, który uchodzi za potencjalną wylęgarnię poglądów dysydenckich, do udziału w sesjach edukacji politycznej oraz do usuwania z programu i podręczników wszystkiego, co mogłoby rozbudzić „separatystyczne” i religijne zainteresowania studentów. Ze względów politycznych na indeksie znalazło się wiele starożytnych ksiąg.

Pod koniec 2001 roku w lhaskich szkołach – już nie tylko średnich, ale i podstawowych – zaczęto nauczać wszystkich przedmiotów, poza językiem tybetańskim, po chińsku. (W 1987 roku X Panczenlama wymógł na Zgromadzeniu Przedstawicieli Ludowych TRA przyjęcie Ustawy w sprawie studiowania, używania i rozwijania języka tybetańskiego, zakładającej, że w 1993 roku w języku tym będzie się prowadzić wszystkie zajęcia w gimnazjach, a w 1997 – w liceach i technikach Tybetu. Prawa tego nigdy nie wprowadzono w życie, z czasem oficjalnie uznając je za „niepraktyczne” i „nieprzystające do rzeczywistości regionu”.) Zmiany takie wprowadza się obecnie w całym TRA. Tybetańscy nauczyciele obawiają się o swoje posady, gdyż realizacja planu władz musi pociągnąć za sobą – przewidziane w dziesiątym planie pięcioletnim – zatrudnienie w szkołach wielu Chińczyków. Wśród Tybetańczyków narasta lęk o przyszłość języka tybetańskiego, podstawowego medium tożsamości i kultury Tybetu.

Niemal 55 procent obywateli ChRL odebrało wykształcenie ponadpodstawowe; według rządowych statystyk w TRA wskaźnik ten (obejmujący również zameldowanych tam Hanów) wynosi zaledwie 15,4 procent. Z oficjalnych danych wynika, że wieśniaczka ze stosunkowo ubogiego Sichuanu – skąd pochodzi większość chińskich imigrantów – ma większe szanse na uzyskanie wykształcenia średniego od mężczyzny z wielkiego miasta TRA. Sytuacja mieszkańców syczuańskich miast jest pod tym względem dziesięć razy lepsza niż rezydentów Lhasy. Innymi słowy, na rynku pracy nawet uprzywilejowani Tybetańczycy nie mogą równać się ze znacznie lepiej wykształconymi i wykwalifikowanymi imigrantami z innych prowincji ChRL.

Restrukturyzując gospodarkę TRA, w ostatnich latach wprowadzono egzaminy – w języku chińskim – na stałe posady w sektorze publicznym. Stawia to rdzennych mieszkańców na straconej pozycji, nawet jeśli są znacznie lepiej predysponowani do kierowania sprawami własnego regionu i kraju.

W marcu 2004 roku Chiny oskarżyły Specjalnego Sprawozdawcę ONZ ds. Dostępu do Edukacji o „stronniczość i nieodpowiedzialność”. K. Tomasevski przedstawiła Komisji Praw Człowieka niezwykle krytyczny raport, w którym wyraziła „przerażenie” liczbą analfabetów w Tybecie i oskarżyła ChRL o naruszanie zobowiązań międzynarodowych, uniemożliwianie edukacji religijnej oraz narzucanie wygórowanych, arbitralnych opłat. Według Tomasevski polityka oświatowa w Tybecie ma charakter „asymilacyjny” i nie uwzględnia „wartości języka oraz religii mniejszości”.

Tybet w 2005 roku. Helsińska Fundacja Praw Człowieka