Wyjazd do Tybetu: wizy i „permity”
strona główna

Teksty. Informacje dla turystów

 

Wyjazd do Tybetu: wizy i „permity”
czerwiec 1999 roku

Tibet Information Network

Rokrocznie odwiedza Chiny pięć milionów turystów. Około 30 tys. wybiera się do regionu, który Chińczycy nazywają Tybetem. Choć zdaniem władz turystyka jest jednym z “filarów gospodarki” i ma przyczyniać się do szybszego rozwoju regionu, podróżowanie po Tybecie nie należy do łatwych: przepisy i restrykcje zależą od regionu i mogą zmieniać się z dnia na dzień. Postaramy się omówić tu podstawowe przepisy dotyczące obszarów Tybetu, którego są dostępne dla turystów, i podpowiedzieć, jak się do nich dostać.

Z ostatniej chwili – 29 kwietnia 1998

Z docierających z Kathmandu informacji wynika, że ambasada ChRL w Nepalu wprowadziła bardziej restrykcyjne przepisy dotyczące grup zorganizowanych, a posterunki na granicy z Tybetem nie wpuszczają żadnych turystów indywidualnych. Ambasada udziela wiz grupom nie mniejszym niż pięcioosobowe; jeśli na granicy pojawi się grupa mniejsza – każdy z jej członków karany jest grzywną w wysokości 300 RMB (około 25 funtów). W przeszłości, choć przepisy teoretycznie zabraniały wjazdu indywidualnym turystom z Nepalu, często wpuszczano do Tybetu turystów z ważnymi wizami. W ciągu ostatnich miesięcy nie udało się to jednak chyba nikomu.

Który Tybet?

Dla Tybetańczyków i większości ludzi na Zachodzie “Tybet” jest znacznie większy od obszaru, który nazywają w ten sposób Chińczycy. Dla Pekinu słowo “Tybet” – po chińsku Xizang, czyli “Zachodni skarbiec” – odnosi się wyłącznie do części centralnej i zachodniej tradycyjnego Tybetu, innymi słowy: do terenów położonych na zachód od rzeki Driczu (Jangcy) i podlegających bezpośredniej kontroli lhaskiego rządu Dalajlamy w chwili chińskiej inwazji w 1950 roku. W 1965 roku Chińczycy nadali tym obszarom nową nazwę: Tybetański Region Autonomiczny (TRA). Stolicą TRA jest Lhasa.

Dla większości Tybetańczyków “Tybet” oznacza tereny zamieszkiwane przez ludność tybetańską, obejmuje więc także prowincje Kham i Amdo, które w przeszłości składały się z praktycznie niezależnych księstw. W latach 50. Chińczycy zmienili status tych regionów, włączając je do prowincji Sichuan i Qinghai; nie należą więc one do TRA. Niewielką część wschodniego Amdo przypisano do prowincji Gansu, a południowe krańce Khamu do Yunnanu. W języku chińskim nie ma słowa określającego ów “większy” Tybet, na który składają się TRA, Kham oraz Amdo. Dla Chińczyków te dwie ostatnie prowincje są tylko “regionami” Qinghai i Sichuanu.

Tu słowo “Tybet” odnosi się do wszystkich terenów tybetańskich: “TRA”, Khamu i Amdo. Należy pamiętać, że przepisy dotyczące turystów są często zupełnie inne w TRA niż w Khamie i Amdo.

Sytuacja ogólna

Podsumujmy najkrócej wszystkie przepisy związane z podróżowaniem po Tybecie:

- Rząd Chin woli, by turyści podróżowali w grupach z przewodnikiem,

- Ale... Chiny nie chcą też publicznie przyznać, że Tybet jest “zamknięty” dla turystów indywidualnych, ani wywoływać konfliktów z lokalnymi kupcami, których dochody uzależnione są od obecności cudzoziemców.

- W rezultacie zasady i przepisy zmieniają się bezustannie.

Można więc podróżować po Tybecie indywidualnie, często jest to jednak skomplikowane i uciążliwe. Zorganizowanie wycieczki poza granice każdego większego miasta wymaga czasu i cierpliwości.

Regiony “otwarte”

W 1993 roku Chiny opublikowały listę 1.053 miast i okręgów, które są “otwarte” dla turystów; znalazły się na niej również pewne regiony Tybetu. Inne tereny są dla turystów “zamknięte” – na ich odwiedzenie trzeba specjalnych zezwoleń. Niestety zdobycie aktualnej listy miejsc uznawanych obecnie za “otwarte” jest niemal niemożliwe.

Wiele dobrze znanych regionów Tybetu uchodzi za “otwarte”, a to znaczy, że odwiedzić je może każdy, kto ma ważną wizę chińską. Na wizie nie musi być wpisany “Tybet”, nie ma też powodu, by składając podanie informować chińskich urzędników, że zamierza się jechać do Tybetu. Z punktu widzenia władz Tybet jest po prostu częścią Chin – wszystkie większe miasta są tu więc “otwarte” dla osób posiadających ważne wizy. Pod tym względem sytuacja jest właściwie taka sama, jak przed wybuchem fali demonstracji niepodległościowych w 1987 roku.

Niemniej niektóre ambasady ChRL i biura podróży otrzymały błędne instrukcje, z których wynika, że w Tybecie potrzebna jest specjalna wiza. Występując o wizę chińską, możecie więc woleć nie wspominać o planach odwiedzenia Tybetu.

Lista najważniejszych “otwartych” regionów Tybetu:

W TRA:

Lhasa, Szigace, Cethang i Nagczu. Niemniej od lipca 1995 roku Szigace było kilkakrotnie zamykane dla turystów indywidualnych. W lutym 1996 roku szacowano, że liczba turystów indywidualnych w Lhasie spadła o 75 procent, a hotele świeciły pustkami. W tym okresie nie przedłużano wiz turystom ze Stanów Zjednoczonych i Niemiec, gdyż władzom chińskim nie podobało się stanowisko rządów tych państw w sprawie Tybetu.

W zachodnim Sichuanie (Gance i Ngaba):

Barkham (nazywanym również Gjalrong lub Markham, ale – uwaga – jest również inny Markham w pobliżu Czamdo w TRA), Kangding, Li dzong (Lixian) i Wenchuan.

W Qinghai i Gansu:

Labrang (chiń. Xiahe), Linxia (w okolicach Labrangu), Tybetański Okręg Autonomiczny Pari (chiń. Tianzhu Zang) w Gansu.

Kumbum (chiń. Ta’ersi), Germu (Golmud) w Qinghai. Co ciekawe “otwarte” są tu również liczne miasteczka, takie jak Rebkong (Tongren), Dziekundo (Juszu), Ulan, Dulan, Guide oraz Madoi w Qinghai.

Miejsca położone wzdłuż głównych dróg łączących regiony “otwarte” są albo “otwarte”, albo, jak to się czasem określa, “półotwarte”, co znaczy, że policja może wam zezwolić na pozostanie tam przez pewien czas.

Większość szczególnie atrakcyjnych regionów (np. Gjance, Sakja, Samje) była praktycznie otwarta dla turystów indywidualnych do 1995 roku. “Otwarcie” to nie miało jednak charakteru oficjalnego i od 1996 roku miejsca te wydają się “zamknięte” – wszystko wskazuje na to, że jest to wyłącznie sposób na zdobycie pieniędzy za specjalne “permity”, które łatwo tu uzyskać. Przed przyjazdem trzeba po prostu kupić zezwolenie w najbliższym “otwartym” mieście – w przeciwnym razie można zostać ukaranym znacznie wyższą grzywną.

Władze chińskie mogą dodawać nowe miejsca do listy terenów “otwartych”, zwłaszcza w Khamie i Amdo. Warto próbować się tego dowiedzieć po przyjeździe.

Jeśli chcecie odwiedzić miejsca, które są “zamknięte” dla turystów, musicie przyłączyć się do grupy zorganizowanej, uzyskać specjalne zezwolenie lub próbować dotrzeć tam nielegalnie. Osoba, która ma pieniądze, może – za pośrednictwem lokalnego biura podróży – zdobyć zezwolenie na pobyt w niemal każdym regionie Tybetu. Bywa to jednak bardzo kosztowne i często zmusza do korzystania z usług przewodnika i kierowcy. Wielu turystów dociera do miejsc “zamkniętych” bez zezwoleń, co z reguły kończy się grzywną lub innymi problemami. Kara może polegać na natychmiastowym wydaleniu z regionu, zapłaceniu mandatu, zatrzymaniu w hotelu czy konfiskacie filmów. Zdarza się, że w tarapaty wpadają również Tybetańczycy, którzy mieli kontakt z “nielegalnym” cudzoziemcem.

Grupy

Jeżeli nie podróżujesz indywidualnie, lecz przyłączasz się do grupy, możesz zwiedzać wszystkie miejsca “otwarte” i część “zamkniętych” (na przykład, drogę z Czengdu do Lhasy).

“Grupa” może składać się z jednej osoby – podróżujesz wtedy indywidualnie, płacisz jednak znacznie więcej. Jesteś również skazany na towarzystwo przewodnika i kierowcy, na ustalony wcześniej plan podróży i, z reguły, na drogie, ściśle kontrolowane hotele. Zazwyczaj udaje się nakłonić biuro podróży do zatrudnienia przewodnika tybetańskiego, który będzie wiedział o regionie więcej niż Chińczyk. Czasem można podróżować tylko z kierowcą. W przeciwieństwie do turystów indywidualnych, może ci się wtedy udać zwiedzać miejsca “zamknięte” bez większych problemów.

Podróż “grupy” można zaplanować przed przyjazdem do Tybetu, za pośrednictwem biura. Z reguły najłatwiej dogadać się z biurami w Kathmandu, choć często brakuje im znajomości, umożliwiających uzyskanie zezwoleń na tereny położone we wschodnim Tybecie, poza granicami TRA. Można również wysłać fax do biura podróży w Lhasie lub Czengdu. Na lotnisku będzie już na was czekać samochód, kierowca i przewodnik z niezbędnymi zezwoleniami. Jeżeli chcecie wjechać do “trudnych” regionów zamkniętych, np. na granicy z Indiami, musicie znaleźć biuro, które ma układy z armią, ponieważ to wojsko udziela zezwoleń na podróżowanie po takich terenach. Armia Ludowo-Wyzwoleńcza prowadzi własne biuro podróży (z filiami w Hongkongu i Czengdu) – “Golden Bridge”.

Niektóre lhaskie biura podróży informowały w sierpniu 1996 roku, że grupy muszą się składać z co najmniej pięciu osób. Jak dotąd władze nie potwierdziły oficjalnie tego rozporządzenia, może być więc ono lekceważone.

Turyści indywidualni

Władze ChRL nazywają turystów indywidualnych “FIT” – “foreign individual traveler”: “zagraniczny podróżny indywidualny”.

Do 1996 roku FIT mógł bez większych problemów dotrzeć do Lhasy bez przyłączania się do grupy. Jednak w tej chwili, choć większości FIT zezwala się na podróżowanie po obrzeżach Tybetu, jeśli chcą pojechać do Lhasy lub innych regionów wewnętrznych, muszą znaleźć grupę. Jest to stosunkowo proste, gdy podróżuje się szosami, trudniejsze – jeśli leci się do Lhasy samolotem. Aby dojechać do Lhasy z Golmud lub granicy nepalskiej, wystarczy przyłączyć się do grupy zorganizowanej na czas podróży. Po przybyciu do stolicy lub Szigace grupa rozwiązuje się i możesz, bez żadnych problemów, kontynuować zwiedzanie jako FIT. Może się to udać również w przypadku lotu z Czengdu – z reguły, aby kupić bilet, trzeba mieć jednak dokument stwierdzający, że jest się członkiem grupy (patrz niżej).

Grupę można utworzyć – aby zorganizować przelot lub podróż lądem – już na terenie Chin. Jeżeli przyjeżdża się z grupą z Kathmandu, można się od niej odłączyć i zostać FIT po zakończeniu jej programu – co zwykle trwa kilka dni. Jeżeli leci się samolotem z Kathmandu, niemal zawsze trzeba wykazać, że jest się członkiem grupy, i pozostać z nią aż do zakończenia jej programu. Jeżeli chce się zostać w Chinach lub Tybecie po rozwiązaniu grupy, należy poinformować o tym biuro podróży w chwili zapisywania się do grupy. Jeśli tego nie zrobicie, agent umieści was zapewne na liście osób wyjeżdżających z Tybetu po zakończeniu wycieczki, co zmusi was do opuszczenia kraju.

Jeżeli sytuacja w Tybecie jest napięta, można tu wjechać wyłącznie w grupie zorganizowanej.

Nie powinno być większych problemów z pozostaniem w Lhasie lub Szigace, nawet jeśli przyjechało się tu w grupie zorganizowanej – pod warunkiem, że grupa zakończyła swój program i została rozwiązana. Należy wówczas uzyskać na policji wizę indywidualną w miejsce grupowej – chyba że wjechało się do Tybetu z uzyskaną za granicą wizą indywidualną. Obecnie są z tym problemy – od pewnego czasu ambasada ChRL w Kathmandu anuluje ważne wizy indywidualne w chwili wystąpienia o wizę grupową.

Restrykcje wobec FIT w Tybecie wydają się nie dotyczyć cudzoziemców przebywających w Lhasie i Szigace. Tacy turyści nie mają większych problemów, dopóki policja nie uzna zbyt długiego pobytu w jednym miejscu za podejrzany. Restrykcje zaczynają się, kiedy chce się wyjechać z owych miast – najczęściej wymaga to uzyskania specjalnych zezwoleń oraz podróżowania wynajętym samochodem z przydzielonym kierowcą.

W tej chwili podróżowanie autobusami publicznymi bez specjalnych zezwoleń możliwe jest tylko na trasie Lhasa - Szigace oraz Lhasa - Golmud w prowincji Qinghai. Niemniej droga z Golmud do Tybetu podlega ścisłej kontroli. Na innych trasach, trzeba uzyskać zezwolenie przed zakupem biletu.

Jeśli sytuacja w kraju jest stabilna, nie ma większych problemów z podróżowaniem autobusami, zwłaszcza gdy pozostaje się na znanych szlakach turystycznych lub pielgrzymkowych. Stosunkowo najmniej trudności nastręcza podróżowanie po okręgach należących do prefektury Lhasa: Lhasa Chengguanqu, Toelungdeczen, Czuszul, Njemo, Takce, Meldrogongkar, Lhundrup i Damszung.

Wszyscy zagraniczni turyści, również FIT, są zobowiązani do zatrzymywania się w wyznaczonych hotelach. W Lhasie jest ich bardzo wiele; w innych miejscach – kilka. Nie możesz zakładać, że jesteś upoważniony do zatrzymania się w każdym hotelu czy pensjonacie; policja mogła zakazać im przyjmowania cudzoziemców.

Uwaga: wszystko to odnosi się tylko do turystów. Biznesmeni, eksperci, badacze lub naukowcy znajdują się w lepszej sytuacji. Jeżeli należy się do którejś z tych kategorii – tzn. posiada odpowiednią wizę – można bez przeszkód kupić indywidualnie bilet do Lhasy. Badacze i zagraniczni eksperci muszą posiadać również zaproszenie lub potwierdzenie od instytucji w Tybecie, z którą współpracują.

Permity, czyli zezwolenia na podróż

Lokalna policja może wydawać specjalne zezwolenia dla osób, które chcą odwiedzić regiony “zamknięte”. Dokument taki nazywa się Alien Travel Permit (ATP) – “Zezwolenie na podróż dla cudzoziemca”. Stosunkowo łatwo uzyskać je w regionie góry Kailaś i innych znanych miejscach, mogą być jednak drogie i często trzeba je załatwiać za pośrednictwem biura podróży. W 1993 roku policja zaczęła wydawać zezwolenia na region Njingtri, który władze najwyraźniej chcą otworzyć dla grup zorganizowanych i FIT, niemniej uzyskanie tego permitu może być bardziej skomplikowane.

Od 1993 roku coraz częściej karze się indywidualnych turystów grzywnami za przebywanie bez ATP w słynnych, lecz technicznie “zamkniętych” miejscach, takich jak Kailaś czy Samje. Początkowo mandaty te były niskie – praktycznie odpowiadały cenie zezwolenia – i z reguły turysta mógł pozostać w regionie po ich uiszczeniu. W 1996 roku drastycznie podniesiono wysokość kar, lepiej więc uzyskać wcześniej zezwolenie w najbliższym “otwartym” mieście. Znacznie wyższe grzywny płaci się również na drogach, z których korzystają himalaiści, zwłaszcza w Rongbuk pod Everestem.

W 1997 roku władze wydały nowy przepis, na mocy którego turyści wylatujący z lhaskiego lotniska Gongkar, muszą przed wyjazdem oddać swoje ATP. Większość podróżnych ich nie ma (jeśli w ogóle się o nie ubiegali, z reguły zatrzymuje je przewodnik grupy), nie może więc ich zwrócić. Turystów, którzy nie mogą zwrócić ATP, karze się mandatem w wysokości 10 USD.

W niektórych regionach – zwłaszcza przygranicznych lub zmilitaryzowanych, takich jak prefektura Ngaba – ATP nie wystarcza i należy uzyskać zezwolenia dodatkowe. W regionach wojskowych permity wydaje się wyłącznie biurom podróży. Dokumenty takie mają status tajnych i w ogóle nie pokazuje się ich cudzoziemcom.

Obecna sytuacja

Po zniesieniu stanu wojennego w maju 1990 roku sytuacja turystów indywidualnych jest nieco lepsza, niż mogłoby to wynikać z komunikatów chińskich władz. Wasze doświadczenia w Tybecie zależeć będą od wielu czynników: sytuacji politycznej, urzędników, z którymi przyjdzie wam coś załatwiać, i miejsca przekroczenia granicy.

Miejsce wjazdu:

Przelot z Kathmandu: 11 maja 1996 roku wprowadzono przepis, uniemożliwiający indywidualnym turystom zakup biletu na trasie Kathmandu - Lhasa. To samo rozporządzenie stanowi, że wszyscy turyści muszą mieć wizy wydane lub zaaprobowane przez ambasadę ChRL w Kathmandu – która udziela wiz wyłącznie członkom grup zorganizowanych. Z niektórych informacji wynika, że w 1997 roku władze próbowały zakazać programów krótszych niż pięciodniowe. Wydawane w Kathmandu wizy mogą być obecnie ważne tylko na czas trwania wycieczki, niemniej większości osób udaje się uzyskać w Tybecie krótkoterminowe wizy indywidualne po zakończeniu programu grupy.

Przejazd z Kathmandu: Cudzoziemcy wciąż mogą indywidualnie przekroczyć granicę Nepalu i Tybetu w o oddalonym o 110 km na północ od Kathmandu Dram-mo (nep. Khasa, chiń. Zhangmu). Na przejazd taksówką z Kathmandu do granicy potrzeba czterech godzin. Niemniej od maja 1996 roku cudzoziemcy najwyraźniej nie mogą opuścić granicznego Dram-mo, dopóki nie uzyskają ATP lub zezwolenia grupowego w biurze China International Travel Service (CITS) w Dram-mo i nie przyłączą się do grupy, która jedzie do Lhasy albo Szigace. Można również umówić się z biurem turystycznym w Lhasie, które przyśle po was do Dram-mo samochód z kierowcą.

Autostop jest nielegalny; kierowcy, którzy zostaną przyłapani na braniu autostopowiczów, płacą bardzo wysokie grzywny.

Hongkong: Z Hongkongu można dostać się do Czengdu pociągiem lub samolotem, a następnie, samolotem lub autobusem, do Lhasy. Z Czengdu jest więcej lotów niż z Pekinu i Kathmandu. W 1994 i 1995 roku można było kupić od razu bilet na trasie Hongkong - Czengdu - Lhasa; teraz wydaje się to bardzo trudne.

Czengdu – szosą: Z Czengdu można dojechać publicznym autobusem (do Barkham i Kanding) lub wynajętym samochodem z kierowcą do “otwartych” regionów tybetańskich w Sichuanie, Qinghai i Gansu.

Czengdu – samolotem: Choć cudzoziemcy mogą latać z Czengdu do Lhasy, obecnie może być bardzo trudno kupić tu bilet indywidualnemu turyście. Większość biur podróży w Hongkongu i Czengdu informuje o konieczności posiadania specjalnego zezwolenia.

Golmud: Do Golmud można dojechać pociągiem, z Hongkongu i Czengdu, lub szosą, z Xiningu, Urumqi lub Kaszgaru. Z Golmud jeżdżą do Lhasy autobusy, którymi udawało się podróżować turystom indywidualnym. Od 1993 roku większość tutejszych biur podróży woli czekać na zebranie się większej grupy cudzoziemców, z których ad hoc tworzy się grupę i wysyła ją do Lhasy jednym autobusem. Dzięki temu można przejechać przez punkty kontroli z jednym, grupowym zezwoleniem. Od 1996 roku nie ma chyba innej możliwości – wszystko wskazuje na to, że firmy przewozowe nie mogą już zabierać do Lhasy turystów indywidualnych.

W niektórych regionach tybetańskich, które nie należą do TRA, takich jak Barkham czy Labrang, można nadal korzystać z autobusów publicznych.

Próbując jeździć autostopem, łamiecie prawo i narażacie kierowców na poważne problemy. Jeżeli zostaną złapani, płacą bardzo wysokie mandaty; mogą też stracić licencję i prawo jazdy.

Xining: W 1994 roku otwarto tu połączenie autobusowe z Lhasą. Ta opcja może się okazać łatwiejsza niż Golmud.

W marcu 1999 roku otwarto połączenie lotnicze między Xiningiem a Lhasą (dwa loty w tygodniu). Trudno powiedzieć, jakie restrykcje obowiązywać będą zagranicznych turystów.

Inne trasy: Można, jak się wydaje, przekroczyć granicę w Kaszgarze (północny zachód), na tej trasie nie ma jednak połączeń autobusowych. Do podróżowania po zachodnim Tybecie potrzebny jest permit, a zezwolenia wydawane poza granicami TRA (np. w Kaszgarze lub Yechang) nie są honorowane w TRA. Do TRA wjechać można również z Yunnanu, choć nie wiemy, by komuś się to udało. Warunki podobne, jak na trasie z Kaszgaru. Trudno wyobrazić sobie, by cudzoziemiec mógł tu podróżować nielegalnie, nie korzystając z pomocy mieszkańców, co – przypomnijmy – naraża ich na poważne niebezpieczeństwo.

Okresy największego napięcia

Styczeń, kwiecień, czerwiec i sierpień – to miesiące, kiedy podróżuje się łatwiej, gdyż nie przypadają wówczas żadne polityczne rocznice, a co za tym idzie, i okresy wzmożonej gotowości sił bezpieczeństwa. Najważniejsze dla Tybetańczyków daty, a więc i najtrudniejsze okresy dla turystów, to:

Tybetański Nowy Rok (który zwykle rozpoczyna się pod koniec lutego)

5 marca, rocznica masowych protestów w 1988 i 1989 roku

10 marca, rocznica powstania z 1959 roku

23 maja, rocznica kapitulacji w 1951 roku (podpisanie tzw. 17-punktowej Ugody z ChRL)

6 lipca, urodziny Dalajlamy

27 września, początek serii demonstracji w 1987 roku

1 października, rocznica protestów z 1987 roku (policja otworzyła wówczas ogień do tłumu)

10 grudnia, Międzynarodowy Dzień Praw Człowieka i rocznica protestów z 1988 roku

Siły bezpieczeństwa są w stanie podwyższonej gotowości na dziesięć dni przed i po tych datach.

Wizy

Niemal wszystkie ambasady ChRL wystawiają turystom indywidualnym wizy, z którymi można wjechać do Tybetu. Nie ma potrzeby mówić, że planuje się podróż do Tybetu.

Niemniej w Kathmandu wizy takiej zapewne uzyskać się nie da.

Wiza indywidualna ma na górze literkę “L” (luyouzhe, chiń. turysta). Literą “F” oznacza się wizy biznesmenów i zagranicznych ekspertów.

Trekking

Kiedy już jest się w Tybecie, można po nim wędrować bez większych przeszkód, jeśli ma się własny namiot, unika większych wiosek i miast “zamkniętych”. Trzeba jednak do tego doskonałego sprzętu i doświadczenia w wyprawach tego rodzaju. Trzeba też mieć ze sobą własną żywność i codziennie się przemieszczać. Nie należy zakładać, że spotkani Tybetańczycy będą mogli podzielić się z wami żywnością.

Przede wszystkim należy nauczyć się nie powodować szkód ekologicznych, politycznych i kulturowych (por. np. Gary i Kathy McCue: “Trekking in Tibet”).

Pamiętajcie, że zadając drażliwe pytania lub prosząc o nocleg, narażacie Tybetańczyków na poważne niebezpieczeństwo. Jeżeli policja dowie się, że macie przy sobie nielegalne materiały, wygłaszacie polityczne uwagi lub fotografujecie miejsca lub sytuacje, jakich, z punktu widzenia władz, fotografować nie powinniście – może to wam ujść na sucho, jednak Tybetańczycy, z którymi was widziano lub z którymi rozmawialiście, narażeni będą na ogromne niebezpieczeństwo.

Wjazd bez zezwolenia

Podróżowanie po Tybecie bez ważnej wizy jest nieodpowiedzialne, gdyż może być groźne dla Tybetańczyków, z którymi utrzymywaliście jakiekolwiek kontakty. Szczególnie niebezpieczne i niewybaczalne jest przechodzenie przez “zieloną” granicę, gdyż złapani bez podstemplowanej na granicy wizy możecie zostać uznani za szpiegów. Zapewne nie poniesiecie zbyt surowych konsekwencji, ale sytuacja taka może okazać się tragiczna dla Tybetańczyków, których spotkaliście.

Choroba wysokościowa

Niezależnie od tego, skąd przybywacie, w ciągu kilku pierwszych dni w Tybecie zawsze jesteście narażeni na chorobę wysokościową. Może ona skończyć się tragicznie. Planując wycieczki, powinniście zawsze mieć pieniądze i środki na natychmiastowy powrót do miejsca położonego niżej. Jeśli pojawią się ostre symptomy choroby, np. utrata orientacji, natychmiast się wycofajcie. Jedynym lekarstwem jest błyskawiczne zejście na tereny położone niżej.

Podróżując po Tybecie należy mieć ważne, pełne ubezpieczenie medyczne, pokrywające również koszty ewakuacji. Opieka lekarska jest tu ogromnie droga i, w poważniejszych przypadkach, nie wystarczająca.

Uchodźcy tybetańscy

Tybetańczycy, którzy podróżują z paszportami państw trzecich, korzystają z takiej samej opieki i ochrony, jak inni obywatele tych krajów, nie powinni więc mieć większych kłopotów. Jednak osoby o statusie “uchodźcy” lub “bezpaństwowca” muszą podróżować ze specjalnymi dokumentami wydawanymi przez władze chińskie (tzw. “białe papiery”). Nie przysługuje im żadna opieka konsularna i, jeśli zwrócą na siebie uwagę służb bezpieczeństwa, narażeni są na ogromne ryzyko. W najgorszym wypadku, jeżeli Chińczycy uznają, że pracują dla rządu emigracyjnego lub jakiejkolwiek zagranicznej organizacji, grozi im oskarżenie o szpiegostwo. Zdarzało się to, gdy przy Tybetańczyku znaleziono taśmy wideo, audio lub publikacje diaspory. W 1996 roku skazano na 18 lat więzienia tybetańskiego uchodźcę, który filmował artystów ludowych.