PRAWA CZŁOWIEKA

Wprowadzenie

Ponad 1,2 miliona Tybetańczyków straciło życie w wyniku chińskiej inwazji i okupacji Tybetu. Trudno dziś znaleźć rodzinę tybetańską, której członkowie nie zostali uwięzieni bądź zgładzeni przez chińskich okupantów. Dzigme Ngabo stwierdza, że „represje z 1959 i 1969 roku dotknęły niemal każdą rodzinę tybetańską”. Fakty te wymownie świadczą o „demokratycznych reformach”, które Chiny zaprowadziły w „mrocznym, feudalnym, opartym na wyzysku społeczeństwie” Tybetu.

System panujący w niepodległym Tybecie z pewnością nie był idealny, niemniej trudno go porównywać do chińskiej tyranii. W największych więzieniach Tybetu (oba znajdowały się w Lhasie) nigdy nie przetrzymywano więcej niż trzydziestu więźniów. Po chińskiej inwazji Tybet zamienił się w sieć więzień i obozów pracy. Z wielu informacji wynika, iż Chińczycy mordowali więźniów, by utrzymać ich liczbę w „rozsądnych” granicach.

Chiny utrzymują jednak, że od czasu „wyzwolenia” ludność Tybetu cieszy się szeregiem wolności i swobód. Przyjrzyjmy się więc faktom.

 

1949-1979: Zagłada

Chińskie źródła podają, że między 7 a 25 października 1950 roku w różnych regionach wschodniego Tybetu Armia Ludowo-Wyzwoleńcza „zniszczyła” ponad 5.700 i wzięła do niewoli około 2.000 „żołnierzy” tybetańskich. [A Survey of Tibet Autonomous Region, Tibet People’s Publishing House, 1984]

Przypadki rzezi, tortur, morderstw, bombardowania klasztorów, eksterminacji całych obozów koczowników są doskonale udokumentowane. Wiele takich dokumentów znalazło się w raporcie Międzynarodowej Komisji Prawników.

Tajny dokument chińskiej armii mówi, iż w latach 1952-1958 AL-W zdławiła 996 „buntów” w Kanlho w Amdo, zabijając ponad 10.000 Tybetańczyków. [Robocze sprawozdanie 11 Dywizji AL-W, 1952-1958] Ludność innego regionu Amdo, Golok, zredukowano z około 130.000 mieszkańców w 1956 roku do około 60.000 (1963). [China Spring, czerwiec 1986]

O tym samym regionie Panczenlama powiedział:

„Gdyby powstał film o zbrodniach w prowincji Qinghai, zaszokowałby każdego widza. W Goloku ciała zabitych spychano ze wzgórza do głębokiego rowu. Żołnierze mówili krewnym zabitych, że powinni się cieszyć ze zdławienia rebelii. Zmuszano ich do tańczenia na ciałach pomordowanych, a potem wystrzelano ich z karabinów maszynowych. […]

W Amdo i Khamie dopuszczano się niesłychanych okrucieństw. Ludzi dzielono na dziesięcio-, dwudziestoosobowe grupy i zabijano. […] Zbrodnie te zostawiły głębokie urazy”. [Z przemówienia Panczenlamy, wygłoszonego na spotkaniu podkomisji Krajowego Kongresu Ludowego, Pekin, 28 marca 19871]

10 marca 1959 roku wybuchło w Lhasie powstanie. W ciągu trzech dni akcji interwencyjnej zabito od 10 do 15 tysięcy Tybetańczyków. Tajny raport Wydziału Politycznego AL-W w Tybetańskim Okręgu Wojskowym mówi, iż od marca 1959 do października 1960 roku w samym tylko środkowym Tybecie zgładzano 87.000 Tybetańczyków. [Xizang Xingshi he Renwu Jiaoyu de Jiben Jiaocai, 1960] Według informacji zebranych przez Tybetański Rząd Emigracyjny, w latach 1949-1979 straciło życie ponad 1.2 miliona Tybetańczyków.

Przyczyna śmierci U-Cang Kham Amdo W sumie
Tortury 93,560 64,877 14,784 173,221
Egzekucje 28,267 32,266 96,225 156,758
Walka zbrojna 143,253 240,410 49,042 432,705
Głód 131,072 89,916 121,982 342,970
Samobójstwa 3,375 3,952 1,675 9,002
Tzw. „wiece walki klas” 27,951 48,840 15,940 92,731
W sumie 427,478 480,261 299,648 1,207,387

Więzienia, obozy pracy i obozy koncentracyjne

Z zestawień liczb uzyskanych od osób, którym udało się przeżyć w chińskich więzieniach i obozach na terenie całego Tybetu, wynika, że zginęło około 70 proc. wszystkich więźniów. Na przykład, na pustkowiach północnego Tybetu, w Dżhang Calakha, przetrzymywano w pięciu więzieniach ponad 10.000 osób, które zmuszano do wydobywania i transportowania boraksu. Z zeznań więźniów, którym udało się przeżyć, wynika, że codziennie, w wyniku głodu, bicia i wyczerpania, umierało od 10 do 30 osób; a więc w ciągu roku — ponad 8.000. Podczas prac konstrukcyjnych w elektrowni wodnej Lhasa Ngaczen, której zbudowanie przypisuje się dziś żołnierzom AL-W, codziennie wrzucano do pobliskiej rzeki lub palono ciała przynajmniej trzech więźniów. Jeśli idzie o Kham, to na przykład w kopalni ołowiu w Darcedo zginęło w latach 1960-1962 12.019 więźniów (dane od Adhi Tape, byłej więźniarki z Njarongu w Khamie).

 

Prawa człowieka we współczesnym Tybecie

Śmierć Mao Zedonga we wrześniu 1976 roku spowodowała zmiany w polityce Chin. Pierwszym sygnałem owych zmian była liberalizacja gospodarcza, a nawet nieco łagodniejsze traktowanie więźniów politycznych.

Jak się jednak okazało, zmiany te nie dotyczyły swobód politycznych w Tybecie. W maju 1982 roku aresztowano 115 tybetańskich aktywistów, piętnując ich jako „przestępców” i „spekulantów”. Wkrótce potem nastąpiły dalsze aresztowania i publiczne egzekucje. Pod koniec listopada 1983 roku w samej Lhasie było 750 tybetańskich więźniów politycznych.

27 września 1987 roku ponad 200 Tybetańczyków zorganizowało w Lhasie manifestację, która zainicjowała falę ulicznych demonstracji — m.in. 1 października 1987 i 5 marca 1988 — podczas których chińska policja otworzyła ogień do demonstrantów. Było wielu zabitych i ciężko rannych; aresztowano ponad 2.500 osób.

W lipcu 1988 roku szef chińskiego Biura Bezpieczeństwa Narodowego Qiao Shi podczas objazdu Tybetańskiego Regionu Autonomicznego zapowiedział „bezlitosne represje” za każdy protest przeciwko chińskim rządom w Tybecie. [UPI, 20 lipca 1988]

Na rezultaty nie trzeba było długo czekać. 10 grudnia 1988 roku Christa Meindersma, dwudziestosześcioletnia turystka z Holandii, była świadkiem pacyfikacji demonstracji w Dżokhangu, najbardziej czczonej świątyni Tybetu: „[…] policja otworzyła ogień bez żadnego ostrzeżenia, strzelano na oślep do tłumu. Miałam wrażenie, że nie obchodzi ich, kogo trafią. […] Kiedy zaczęłam uciekać, postrzelono mnie w ramię”. Zachodni dziennikarz, który był również świadkiem tych wydarzeń, słyszał, jak jeden z oficerów wydał swoim ludziom rozkaz: „Zabijać Tybetańczyków”. Tego dnia zabito co najmniej 15 osób, a ponad 150 raniono; było też wiele aresztowań.

5 marca 1989 roku w Lhasie znów wybuchły zamieszki; przez trzy dni demonstranci, powiewający tybetańskimi flagami, domagali się niepodległości dla Tybetu. Policja użyła broni automatycznej, ostrzelano wiele domów. Liczbę ofiar szacuje się, w zależności od źródeł, na 80, a nawet 400. Oficjalne dane strony chińskiej mówią oi11 zabitych. Tang Da-xian, chiński dziennikarz, który był wtedy w Lhasie, uważa, że zamordowano kilkuset Tybetańczyków, raniono kilkanaście tysięcy, a trzy tysiące aresztowano. [Events in Lhasa March 2nd-10th 1989, Tang Daxian, Londyn, TIN, 15 czerwca 1990]

O północy 7 marca 1989 ogłoszono w Lhasie stan wojenny. 1imaja 1990 Chiny oficjalnie zniosły stan wojenny. Niemniej australijska delegacja, która badała przestrzeganie praw człowieka w Chinach, stwierdziła po odwiedzeniu Tybetu w lipcu 1991 roku, że: „mimo zniesienia stanu wojennego 1 maja 1990 roku, faktycznie trwa on nadal, tyle że nie jest tak nazywany”. Potwierdza to raport Amnesty International z 1991 roku, którego autorzy dodają, iż: „policja i służby bezpieczeństwa zachowały szerokie uprawnienia do aresztowań bez postanowienia prokuratora lub sądu i przetrzymywania więźniów bez procesu”.

10 kwietnia 1991, w ramach przygotowań do obchodów czterdziestej rocznicy aneksji Tybetu, aresztowano 146 „kryminalistów”. Wkrótce potem nastąpiły kolejne aresztowania; wyroki ogłaszano publicznie. W dniu obchodów ogłoszono godzinę policyjną.

Począwszy od lutego 1992 roku dziesięcioosobowe oddziały chińskie rozpoczęły obławy w tybetańskich domach, aresztując wszystkich, u których znaleziono materiały uznane za „wywrotowe”, np. zdjęcia, taśmy albo książki z wykładami lub przemówieniami Dalajlamy. Zatrzymano ponad dwieście osób.

Mimo represji demonstracje nie ustały. Z dostępnych danych wynika, że od 27 września 1987 roku do końca roku 1992 na terenie całego Tybetu odbyło się ponad 150 demonstracji o różnej skali.

Naruszenia praw człowieka w Tybecie, niepokojące Amnesty International, obejmują: przetrzymywanie w więzieniach więźniów sumienia i innych więźniów politycznych po niesprawiedliwych procesach, torturowanie i brutalne traktowanie zatrzymanych, stosowanie kary śmierci i egzekucje pozasądowe. Przepisy konstytucyjne i prawne w Tybecie ograniczają możliwości korzystania z podstawowych wolności i nie gwarantują praw człowieka, zgodnych z międzynarodowymi normami. [People’s Republic of China: Amnesty International’s Concerns in Tibet, AI, Londyn, styczeń 1992, ASA 17.02.92, podsumowanie]

Wszystkie tego typu manifestacje (tj. demonstracje bądź wyrażanie odmiennych poglądów politycznych) niezadowolenia z chińskich rządów — niezależnie od tego, czy pokojowe, czy też nie — władze uznają za „nielegalną działalność separatystyczną”, zaś osoby, które im przewodzą lub biorą w nich udział, karane są z rosnącą surowością. Bezlitosne represje są w Tybecie nadal na porządku dziennym.” [Merciless Repression: Human Rights in Tibet, Asia Watch, Waszyngton]

Przypadki naruszania praw człowieka spotyka się w Tybecie na każdym kroku. Istnieje wiele dowodów na to, że Chiny bezkarnie gwałcą wszelkie normy cywilizowanego postępowania, zarówno zawarte w międzynarodowych kodeksach prawnych — a wiele z nich zobowiązały się przestrzegać, ratyfikując np. Konwencję ONZ przeciwko torturom oraz innemu okrutnemu, nieludzkiemu lub poniżającemu traktowaniu lub karaniu — jak i oparte na prawach zwyczajowych, takich jak Powszechna deklaracja praw człowieka ONZ.

 

Bezprawne aresztowania, izolowanie więźniów, zniknięcia i doraźne egzekucje

Raport Amnesty International z 1990 roku przytacza wiele dowodów na bezprawne aresztowania, izolowanie więźniów, które często kończy się zniknięciem, oraz egzekucje w trybie doraźnym. „Po wprowadzeniu w marcu stanu wojennego aresztowano ponad tysiąc osób, w tym więźniów sumienia. […] Niektórych stracono w trybie doraźnym. […] W 1989 roku ujawniono wiele dowodów uporczywego łamania praw człowieka — m.in. licznych bezprawnych aresztowań, długoterminowego więzienia bez wniesienia oskarżenia i procesu oraz stosowania tortur.”

W okupowanym Tybecie nie ma zwyczaju informowania więźniów o przyczynach ich aresztowania ani o przysługujących im prawach. Rzadko wystawia się i przedstawia nakazy aresztowania.

Jak się wydaje, podstawą aresztowania może być każdy czyn; Tybetańczyków aresztowano na przykład za rozmawianie z cudzoziemcami, za śpiewanie patriotycznych pieśni, za rozlepianie plakatów, za posiadanie egzemplarza autobiografii Dalajlamy czy taśmy audio lub video z jego wystąpieniami, za przygotowywanie listy ofiar spacyfikowanej przez Chińczyków demonstracji, za „spiskowanie” czy za namawianie przyjaciół do ubierania się w tradycyjne stroje tybetańskie w dniu chińskiego święta.

Izolowanie więźniów stało się niemal regułą. Ustalenie miejsca pobytu aresztowanego pozostawia się najczęściej przedsiębiorczości jego krewnych. [Defying the Dragon: China and Human Rights in Tibet, LAWASIA and TIN, Londyn, marzec 1991, s. 33]

Zatrzymany zostaje uznany za aresztowanego dopiero po pewnym czasie — po kilku dniach, kilku miesiącach czy nawet latach. W okresie „wstępnego” zatrzymania nigdy nie informuje się rodziny, jako że zatrzymany nie jest „oficjalnie” aresztowany.

 

Tortury

W Tybecie tortury są jedyną znaną metodą przesłuchiwania więźniów. Podpisanie przez Chiny Konwencji przeciwko torturom 12 grudnia 1986 roku, konwencji, która powinna zacząć obowiązywać pod koniec 1988 roku, nic tu nie zmieniło.

Metody i narzędzia tortur i brutalnego traktowania aresztowanych zostały opisane przez wielu więźniów, którzy byli im poddani: jest to m.in. kopanie i bicie na oślep czym popadnie — pięściami, elektrycznymi pałkami, kolbami karabinów, kijami, a nawet żelaznymi prętami. Raporty mówią również o okrutnych i poniżających metodach wydobywania zeznań: szczuciu więźniów psami, nieludzkim torturowaniu — zwłaszcza kobiet — elektrycznymi pałkami, przypalaniu papierosami, rażeniu prądem itd. Jeden z uchodźców ze wschodniego Tybetu, który był pracownikiem chińskiego Biura Bezpieczeństwa Publicznego, opisał trzydzieści trzy sposoby torturowania więźniów. W Tybecie wciąż opracowuje się nowe metody torturowania — potwierdza to przynajmniej jeden poufny dokument partyjny. [By panować nad innymi, najpierw panuj nad sobą, H’o Phan w TAR, dokument poufny w jęz. tybetańskim, nr 2, wrzesień 1989, s. 21 i następne]

 

Brak odpowiedniej procedury prawnej

W chińskim systemie prawnym nie istnieje podstawowa gwarancja procesowa, mianowicie prawo do bycia uznawanym za niewinnego, dopóki wina nie zostanie udowodniona ponad wszelką wątpliwość.

Kary wymierzane więźniom politycznym są często niewspółmiernie wysokie w stosunku do ich rzekomych przestępstw. Często też przetrzymuje się ich w więzieniach, nie przedstawiając im żadnych oskarżeń, a sprawy ich rzadko trafiają do sądów.

Policja lub władze lokalne mogą zarządzić zatrzymanie administracyjne, bez nadzoru niezawisłego sądu. Policja ma szerokie uprawnienia, pozwalające na administracyjne przetrzymywanie więźniów od kilku dni do kilku lat bez kontroli sądu. Choć chiński Kodeks postępowania administracyjnego zapewnia prawo do apelacji, korzystanie z niego jest praktycznie niemożliwe.

Nie ma prawa, które zapewniałoby odpowiedni czas i warunki na przygotowanie obrony, ani prawa gwarantującego publiczny proces. Wypowiedzi obrony, jeśli uzyska się na nie zgodę, ograniczają się do prośby o złagodzenie wymiaru kary. Nie ma mowy o replice na oskarżenia. Rola sędziów sprowadza się do wydania wyroku, ustalonego przez władze polityczne. Nic więc dziwnego, że Tybetańczycy nazywają sędziów „skazującymi funkcjonariuszami”.

 

Swoboda poruszania się

Gwałcąc postanowienia artykułu 13 Powszechnej deklaracji praw człowieka, Chiny wprowadziły serię przepisów, ograniczających swobodę Tybetańczyków poruszania się w ich własnym kraju. Tybetańczycy muszą rejestrować się w określonym miejscu, w którym — jako jedynym — wolno im przebywać i kupować przydziały żywności. By przenieść się do innego miejsca, nawet na krótki czas, niezależnie od celu podróży, potrzebne jest oficjalne zezwolenie. Wielokrotnie wydalano Tybetańczyków z Lhasy do rodzinnych wiosek — np. podczas przygotowań do uroczystych obchodów czterdziestej rocznicy aneksji Tybetu. Po stłumieniu demonstracji 5-7 marca 1989 roku wydalono z Lhasy 40.000 Tybetańczyków. W sierpniu 1992 roku chińskie władze wydaliły około 6.000 Tybetańczyków, bezdomnych i pielgrzymów, z terenów położonych za wschodnim szpitalem lhaskim, na których stanęły chińskie biura i sklepy.

 

Międzynarodowe zainteresowanie łamaniem praw człowieka

Raport Międzynarodowej Komisji Prawników z 1960 roku zadaje kłam twierdzeniom strony chińskiej, iż Armia Ludowo-Wyzwoleńcza weszła do Tybetu, aby go „wyzwolić”. Autorzy raportu stwierdzają, że Chiny systematycznie gwałcą prawa człowieka w Tybecie i dopuszczają się tam aktów ludobójstwa. [patrz: Raport Międzynarodowej Komisji Prawników z 1960 roku] Trzy rezolucje ONZ z 1959 [Zgromadzenie Ogólne ONZ, Rez. 1353 (XIV)], 1961 [ZO, Rez. 1723 (XVI)] i 1965 roku [ZO, Rez. 2079 (XX)], wzywające Chiny do przestrzegania praw człowieka w Tybecie, w tym prawa do samostanowienia, potwierdzają wyniki badań MKP.

 

Poparcie rządów i parlamentów

Ostatnio wiele parlamentów przyjęło rezolucje dotyczące Tybetu — m.in. Parlament Europejski (14 października 1987, 15 marca 1989 oraz 25-26 kwietnia 1990), parlament RFN (15 października 1987), Włoch (12 kwietnia 1989) i Australii (6 grudnia 1990 i 6 czerwca 1991). Wzywają one rząd chiński do poszanowania praw człowieka w Tybecie. Senat USA i Izba Reprezentantów Kongresu przyjęły ponad dziesięć rezolucji, wzywających Chiny do poszanowania swobód politycznych i praw człowieka w Tybecie. 28 października 1991 roku prezydent Stanów Zjednoczonych George Bush podpisał rezolucję Kongresu, mówiącą, że „w świetle zasad prawa międzynarodowego Tybet jest krajem okupowanym, którego prawdziwymi, uznawanymi przez naród tybetański przedstawicielami są Dalajlama i rząd tybetański”. W podobny sposób wiele rządów zwróciło się bezpośrednio do rządu chińskiego.

Wiele grup parlamentarnych, popierających sprawę Tybetańczyków dało wyraz swemu zaniepokojeniu sytuacją w okupowanym Tybecie (Indie — 27 kwietnia 1989, Austria — 24 maja 1989, Australia — 9 marca 1989, Szwajcaria — 16 marca 1989 i inne).

 

Sprawa Tybetu na forum ONZ (1985-1991)

W 1985 roku, w odpowiedzi na wielokrotne apele organizacji pozarządowych, kierowane do Komisji Praw Człowieka ONZ, dyskutowano ponownie na forum ONZ kwestię przestrzegania praw człowieka w Tybecie. Od tego czasu sprawa Tybetu zajmuje ważne miejsce podczas obrad wszystkich organizacji ONZ interesujących się prawami człowieka i poruszana jest na każdej niemal sesji Komisji Praw Człowieka oraz w jej podkomisjach.

Na 46 sesji Komisji Praw Człowieka ONZ, w lutym 1990 roku podniosły kwestię Tybetu rządy państw należących do Wspólnoty Europejskiej oraz rządy Stanów Zjednoczonych, Kanady, Szwecji, Australii i wielu innych państw. ONZ publikowała również raporty organizacji pozarządowych, dotyczące dyskryminacji, prawa do samostanowienia i stanu wojennego w Tybecie.

Inne komitety, podkomitety i organy ONZ — m.in. Komitet przeciwko Torturom (kwiecień 1990) oraz Komitet ds. Likwidacji Wszelkich Form Dyskryminacji Rasowej — szczegółowo badały kwestię praw człowieka w Tybecie; zgodnie krytykowano wymijające odpowiedzi strony chińskiej.

23 sierpnia 1991 Podkomisja ONZ ds. Zapobiegania Dyskryminacji i Ochrony Mniejszości przyjęła rezolucję „Sytuacja w Tybecie” (1991/10), w której wyrażono zaniepokojenie „ciągle napływającymi doniesieniami o gwałceniu podstawowych swobód i praw człowieka, poważnie zagrażającym kulturowej, religijnej i narodowej tożsamości narodu tybetańskiego”.

Zdaje się to potwierdzać maksymę Mao, że słuszna sprawa zawsze znajduje wielu stronników.

 

Mit tybetańskiej samorządności

Autorzy białej księgi utrzymują, że „dzięki demokratycznej reformie z 1959 roku” Chiny „wprowadziły nowy system demokracji ludowej” i że Tybetańczycy stali się „panami kraju”.

Trudno bardziej minąć się z prawdą. Choć Tybetański Region Autonomiczny cieszy się podobno autonomią, Tybetańczycy mają bardzo mało — lub zgoła nic — do powiedzenia we własnych sprawach. Ostateczne decyzje podejmuje Chińska Partia Komunistyczna przez pierwszego sekretarza „Regionalnej Partii TRA”, którym zawsze jest Chińczyk: w 1959 roku sekretarzem był Zhang Guhua, po nim zaś kolejno: Tseng Yun Ya, Ren Rong, Yin Fatang, Wu Jinhua, Hu Jintao i Chen Kuiyuan.

Nawet najwyżsi dygnitarze tybetańscy, tacy jak Ngapo Ngałang Dzigme, nie mogą podjąć żadnej decyzji bez przyzwolenia swoich chińskich „podwładnych”. Nie mogą nawet mieszkać w Tybecie: odwiedzają go tylko wtedy, gdy leży to w interesie rządu chińskiego. Restrykcje takie stosowano zwłaszcza wobec ostatniego Panczenlamy.

Ustalone propozycje jednej z komórek Chińskiej Partii Komunistycznej przedkłada się do rozpatrzenia na tzw. demokratycznych zgromadzeniach tylko po to, by nagrodzić je brawami i przyjąć w jawnym głosowaniu. Krytykowanie, sugerowanie zmian czy wprowadzanie poprawek uznawane jest za niedopuszczalny akt profanacji. Z góry ustalone wyniki takiego zgromadzenia nazywa się potem „demokratyczną decyzją ludu”.

Niezależnie od tego, jak wysokie stanowisko zajmuje w chińskiej hierarchii Tybetańczyk, zawsze ma chińskiego „podwładnego”, który sprawuje prawdziwą władzę. W najważniejszych biurach, takich jak Wydział Planowania czy Wydział Kadr, wśród urzędników i personelu biurowego jest więcej Chińczyków niż Tybetańczyków.

Jeśli idzie o tzw. deputowanych ludowych, wszystkich kandydatów wybierają odpowiednie władze chińskie. Po „głosowaniu”, te same władze ogłaszają z góry upatrzonych zwycięzców.

Mieszkańcy niemal połowy terytorium Tybetu, przyłączonego do sąsiednich prowincji chińskich, zostali całkowicie pozbawieni politycznej tożsamości i stanowią dziś nic nie znaczącą mniejszość we własnym kraju.