STAN ŚRODOWISKA NATURALNEGO TYBETU

Wprowadzenie

W Tybecie znajdują się źródła największych rzek Azji, najwyższe góry świata, największy i najwyżej położony płaskowyż, wiekowe lasy i wiele głębokich dolin, nie tkniętych niszczycielską działalnością człowieka.

Tradycyjna gospodarka Tybetu i wartości religijne wykształciły skuteczny system ochrony środowiska. Buddyjskie nauki dotyczące prawego postępowania uczą „zadowolenia z tego, co się ma” i od- wodzą od nadmiernej konsumpcji i większej niż konieczna eksploatacji bogactw naturalnych Ziemi, gdyż szkodzi to zamieszkującym ją istotom. Już w 1642 roku V Dalajlama wydał dekret o ochronie zwierząt i środowiska. Od tego czasu podobne dekrety wydawano rokrocznie.

Wraz ze skolonizowaniem Tybetu przez komunistyczne Chiny tradycyjny system ochrony środowiska ustąpił miejsca gospodarce rabunkowej na zatrważającą skalę. Dotknęła ona najbardziej obszar pastwisk, ziem uprawnych i lasów oraz zasoby wodne i dzikie zwierzęta.

 

Łąki i ziemie uprawne: chińska polityka rolna

Łąki stanowią 70 proc. powierzchni Tybetu, a rolnictwo tybetańskie opiera się na hodowli zwierząt. W Tybecie niemal milion pasterzy utrzymuje się dzięki hodowli blisko 70 milionów zwierząt. Koczownicy tybetańscy potrafili przystosować się do potrzeb tego wymagającego środowiska. Prowadzili roczne rejestry pastwisk, systematycznie przepędzali swoje stada jaków, dri, owiec i kóz. Od wieków jednostki i społeczności świadome były spoczywającej na nich odpowiedzialności za racjonalne wykorzystywanie łąk.

Od czterdziestu lat te, tak ważne, pastwiska ulegają postępującej degradacji. Przystosowywanie ziem „mało wydajnych” do upraw osadników chińskich stanowi największe zagrożenie tybetańskich łąk. Olbrzymie obszary kraju zmieniają się w pustynię, która nie nadaje się ani pod uprawę, ani do wypasania zwierząt. W ten sposób zdewastowano przede wszystkim łąki w Amdo.

Sytuację pogarsza grodzenie pastwisk, spychające koczowników tybetańskich na jeszcze mniejsze obszary i zmieniające szlaki ich tradycyjnych wędrówek. W samym obwodzie Maczu w Amdo jedną trzecią obszarów o powierzchni 10.000 kilometrów kwadratowych wygrodzono dla koni, owiec i bydła, należących do armii chińskiej. Podobnie, najlepsze pastwiska w Ngapa, Golok i Qinghai zarezerwowano dla Chińczyków. Główne tereny uprawne Tybetu znajdowały się tradycyjnie w dolinach rzek w Khamie, w dolinie Cangpo w U-Cangu i w dolinie Maczu w Amdo. Uprawiano tu przede wszystkim jęczmień oraz inne zboża i warzywa. Tradycyjny system opierał się na zasadach organicznych, płodozmianie, uprawach mieszanych oraz okresowych przerwach, których wymaga trudne środowisko górskie. Jeśli idzie o plony, to w U-Cangu uzyskiwano około dwóch ton z hektara. W dolinach Amdo i Khamu wyniki były znacznie wyższe. Przewyższają one wyniki uzyskiwane w podobnych warunkach w Rosji (1,7t/ha) czy Kanadzie (1,8t/ha).

Konieczność żywienia rosnącej liczby chińskich żołnierzy, pracowników cywilnych i osadników oraz eksport płodów rolnych doprowadziły do zagospodarowywania stromych zboczy i mało wydajnych gruntów, coraz intensywniejszej uprawy pszenicy (którą Chińczycy wolą od jęczmienia), a także stosowania nasion krzyżowanych, pestycydów i nawozów sztucznych. Nowe odmiany pszenicy systematycznie chorują — w 1979 roku zniszczeniu uległy całe plony. Przed napływem milionów chińskich osadników Tybetańczycy nigdy nie musieli zwiększać produkcji do tego stopnia.

 

Zniszczenia lasów

W 1949 roku wiekowe lasy tybetańskie zajmowały obszar 221.800 kilometrów kwadratowych. W roku 1985 już tylko 134.000 km2. Lasy te porastały przede wszystkim strome zbocza rzecznych dolin względnie niskiego południowo-wschodniego Tybetu. Były to głównie górskie lasy tropikalne i iglaste lasy subtropikalne, składające się, między innymi, ze świerków, jodeł, sosen, modrzewi, cyprysów, brzóz i dębów. W wilgotnym Tybecie południowym rosły one do wysokości 3.800 m. n.p.m., zaś w suchym Tybecie północnym — do 4.300 m. W lasach tych dominowały stare, ponad dwustuletnie drzewa. Przeciętna zasobność drzewostanu wynosiła 272 metry sześcienne na hektar, ale w najstarszych lasach U-Cangu sięgała 2.300 metrów sześciennych na hektar, będąc najwyższą średnią dla lasów iglastych na świecie.

Budowa dróg w odludnych obszarach Tybetu prowadzi do wyniszczania lasów. Należy pamiętać, że wszystkie drogi w Tybecie budowane są przez Armię Ludowo-Wyzwoleńczą lub inżynierów chińskiego Ministerstwa Leśnictwa, a związane z tym koszty klasyfikuje się jako wydatki na „rozwój” Tybetu. Kiedy droga dociera do lasu, karczuje się po prostu wszystkie drzewa, co prowadzi do denudacji górskich zboczy. Do 1985 roku wycięto w sumie 2.442 miliony metrów sześciennych drewna — 40 proc. zasobów z 1949 roku — warte 54 miliardy dolarów USA.

Przemysł drzewny zatrudnia najwięcej osób w Tybecie: w samym regionie Kongpo (TRA) przy wyrębie drzew i transporcie znajduje pracę ponad 20.000 chińskich żołnierzy i tybetańskich więźniów. W 1949 roku w Ngapie (Amdo) lasy pokrywały 2,2 miliona hektarów, a ich zasoby szacowano na 340 milionów metrów sześciennych drewna. W latach osiemdziesiątych powierzchnia lasów w tym regionie skurczyła się do 1,17 miliona hektarów, a zasoby do 180 milionów metrów sześciennych. [Ngapa Tibetan Autonomous Prefecture, Gansu People’s Publishing House, 1985, ss. 149-154]

Do 1985 roku Chiny uzyskały 6,44 miliona metrów sześciennych drewna z „Autonomicznej Prefektury Tybetańskiej Kanlho”. Gdyby pociąć je na deski o szerokości 30 centymetrów i długości 3 metrów i ułożyć jedną za drugą, opasałoby się nimi dwukrotnie kulę ziemską wzdłuż równika. [Kanlho Tibetan Autonomous Prefecture, Gansu People’s Publishing House, 1987, s. 145]

Trwa postępująca degradacja ekologiczna Płaskowyżu Tybetańskiego. Ten najwyższy płaskowyż świata wpływa na cyrkulację i układ prądów atmosferycznych w całej Azji; niektórzy naukowcy uważają, że zmiany klimatyczne na półkuli północnej mogą mieć związek z dewastacją środowiska naturalnego w Tybecie.

Trudno w ogóle wspominać o regeneracji i zalesianiu przy takim nachyleniu stoków, warunkach glebowych i klimatycznych (np. wysokich różnicach temperatur dziennych i wysokich temperaturach powierzchni gleby). Zgubne efekty karczowania lasów są tu po prostu nieodwracalne.

 

Zasoby wodne

Tybet jest jednym z największych zlewisk Azji i źródłem jej największych rzek. Wody rzek tybetańskich to, w znacznej mierze, wody gruntowe i lodowcowe, podczas gdy rzeki państw sąsiednich uzależnione są od opadów sezonowych.

90 proc. wód rzek tybetańskich wypływa poza granice Tybetu, w którym ich zużycie nie sięga nawet 1 proc.. Obecnie są one niezwykle zaszlamione. Wśród pięciu najbardziej zamulonych rzek świata znalazły się: Maczu (Huang Ho czyli Rzeka Żółta), Cangpo (Brahmaputra), Driczu (Jangcy) i Senge Khabab. Obszary nawadniane przez owe rzeki — od dorzecza Maczu na wschodzie po Senge Khabab na zachodzie — zamieszkuje 47 proc. ludności Ziemi. W Tybecie jest również ponad 2.000 jezior o łącznej powierzchni ponad 35.000 kilometrów kwadratowych — niektóre z nich są uznawane przez miejscową ludność za święte.

Strome zbocza i rwące prądy rzek dają Tybetowi najwyższy na świecie potencjał energii wodnej, oceniany na 250.000 megawatów (w samym TRA — 200.000 megawatów).

Tybet ma drugi co do wielkości (po Saharze) potencjał energii słonecznej na jednostkę (średnia roczna 200 kcal/cm) oraz znaczne zasoby geotermiczne. Mimo tak wielkiego potencjału małych, przyjaznych środowisku źródeł, Chińczycy wybudowali ogromne zapory (np. Longyang Xia) i ciągle budują nowe (np. elektrownię wodną w Jamdrok Juco).

Projekty te mają służyć wykorzystaniu energii wodnej Tybetu na rzecz chińskiej ludności i chińskiego przemysłu w Tybecie i w Chinach. Jednak płacić za te projekty przyjdzie środowisku i ludności Tybetu. Tybetańczyków wysiedla się z ich domów i ziem, ściągając do Tybetu dziesiątki tysięcy Chińczyków, którzy pracują przy zaporach. Elektrownie przynoszą bardzo niewiele pożytku samym Tybetańczykom. Weźmy za przykład elektrownię Jamdrok Juco. Tybetańczycy, zwłaszcza ostatni Panczenlama i Ngapo Ngałang Dzigme, byli przeciwni temu projektowi i przez wiele lat opóźniali jego realizację. Niemniej Chińczycy rozpoczęli prace i dziś ponad 1.500 żołnierzy AL-W strzeże terenu budowy, do której nie może zbliżyć się żaden cywil.

 

Przemysł wydobywczy

Oficjalne źródła chińskie podają, że na terenie Tybetu występują złoża 126 minerałów, w tym duża część światowych zasobów litu, chromitu, miedzi, boraksu i żelaza. Na polach naftowych Amdo wydobywa się ponad milion ton ropy rocznie.

Sieć dróg i szos wybudowanych przez Chińczyków w Tybecie dokładnie odzwierciedla położenie lasów i złóż minerałów pospiesznie eksploatowanych przez rząd chiński. Zasoby siedmiu z piętnastu najważniejszych minerałów w Chinach zostaną wyczerpane jeszcze w tym dziesięcioleciu, zaś złoża minerałów nieżelaznych wyczerpane są już od dawna. W tej sytuacji gwałtownie wzrasta tempo wydobycia w Tybecie. Powszechnie uważa się, iż przed końcem wieku chiński przemysł wydobywczy przeniesie się do Tybetu. W ogóle nie myśli się przy tym o ochronie środowiska naturalnego. Prowadzi to rozpadu stoków i degradacji gruntów; zagraża zdrowiu i życiu ludzi.

 

Dzikie zwierzęta

Zniszczenie środowiska i polowania (dla rozrywki i związane z uprawianym przez Chiny nielegalnym handlem produktami pochodzenia zwierzęcego) doprowadziły do zniknięcia wielu gatunków dzikich zwierząt i ptaków. Liczne raporty mówią o chińskich żołnierzach strzelających, dla zabawy, z broni automatycznej do stad dziko żyjących jaków i osłów.

Trwają niczym nie ograniczone polowania. Chińskie media regularnie donoszą o „wycieczkach łowieckich”, organizowanych dla bogatych klientów z zagranicy — zwłaszcza ze Stanów Zjednoczonych i Europy Zachodniej — którzy chcą zapolować na rzadkie [czytaj: ginące] zwierzęta. Na owych „myśliwych” czekają „atrakcyjne” trofea, np. antylopa tybetańska (Pantholops hodgsoni) czy owca Argali (Ovis ammon hodgsoni) — gatunki znajdujące się oficjalnie pod ścisłą ochroną. Upolowanie antylopy tybetańskiej kosztuje 35.000 dolarów USA, Argali — 23.000 dolarów, jelenia białowargiego (Cervus albirostris) — 13.000 dolarów, niebieskiej owcy (Pseudois nayaur) — 7.900 dolarów, a jelenia szlachetnego — 3.500 dolarów. Jeżeli nic się nie zmieni, z powierzchni Ziemi zniknie wiele bezcennych gatunków zwierząt tybetańskich, zanim zostaną odkryte i zbadane przez współczesną naukę.

Autorzy białej księgi przyznają, że wiele gatunków jest „na skraju wymarcia”. W światowej Czerwonej Księdze Ginących Gatunków (z 1990 roku) Międzynarodowej Unii Ochrony Przyrody znalazło się trzydzieści gatunków zwierząt tybetańskich.

Pierwsze działania związane z ochroną przyrody w Tybecie (z wyjątkiem regionów przyłączonych do prowincji chińskich) podjęto znacznie później niż w samych Chinach. Obszary uznane za chronione (w 1991 roku) zajmują 310.000 kilometrów kwadratowych (około 12 proc. powierzchni Tybetu). Trudno ocenić skuteczność tej ochrony ze względu na utrudnianie dostępu do owych terenów i utajnienie wszelkich danych.

 

Odpady radioaktywne i toksyczne

Przyjmuje się, że Chiny mają w Tybecie około dziewięćdziesięciu głowic z pociskami nuklearnymi. „Dziewiąta Akademia”, czyli Chiński Północno-Zachodni Instytut Badania i Konstrukcji Broni Jądrowej położony w północno-wschodniej części Amdo złożył nieznane ilości odpadów radioaktywnych na terenie Płaskowyżu Tybetańskiego.

Z posiadanych przez nas informacji wynika, że odpadów pozbywano się w sposób krańcowo niedbały. Początkowo zakopywano je w płytkich, nie zabezpieczonych dołach. […] Rodzaj i ilość odpadów radioaktywnych Instytutu [Północno-Zachodniego] nadal nie jest znana. […] W latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych pozbywano się odpadów — musiały to być ciecze, ciała stałe i gazy — w sposób przypadkowy i niebezpieczny. Ciecze i ciała stałe znalazły się z pewnością na pobliskich terenach i w zbiornikach wodnych. [Raport International Campaign for Tibet, Nuclear Tibet, Waszyngton, DC, 1983, s. 18]

Oficjalne chińskie oświadczenia potwierdzają, że w Tybecie znajdują się najbogatsze złoża uranu na świecie. Wiadomo również, że Chińczycy przeprowadzają w Tybecie proces wzbogacania uranu i że wielu Tybetańczyków, mieszkających w pobliżu kopalni uranu (Ngapa w Amdo), zmarło po wypiciu zatrutej wody.

Tybetańczycy z tego regionu donoszą również o narodzinach zdeformowanych dzieci i zwierząt. Z uwagi na gwałtowne zmniejszanie się zasobów wody i ograniczoną ilość zdatnych do wykorzystania wód zaskórnych (rezerwy szacuje się na 340 do 4 miliardów stóp sześciennych, He Bochuan, s. 390), radioaktywne skażenie wody musi budzić wielki niepokój. Od 1976 roku uran wydobywa się i wzbogaca również w Theło i Zorge w Khamie.

W 1991 roku Greenpeace ujawnił plany wysłania toksycznych odpadów miejskich z USA do Chin. Odpady te miano wykorzystać jako „nawóz” w Tybecie. Ustalono, że nawożenie ziemi podobnymi substancjami spowodowało w USA wybuchy epidemii.

 

Podsumowanie

Złożonych problemów środowiska naturalnego Tybetu nie da się rozwiązać kosmetycznymi zabiegami w rodzaju nazywania skrawków ziemi rezerwatami przyrody czy wydawania przepisów dla obywateli, kiedy prawdziwym niszczycielem środowiska jest rząd. Chińscy przywódcy powinni po prostu przywrócić Tybetańczykom prawo do ich środowiska i pozwolić im na ochranianie go w tradycyjny sposób.

Zgodnie z projektem Dalajlamy, Tybet powinien zostać przekształcony w strefę pokoju, w której ludzie będą żyć w harmonii z naturą. Tybet powinien również zostać całkowicie zdemilitaryzowany, posiadać demokratyczny rząd i system gospodarczy, który zapewni właściwe wykorzystanie bogactw naturalnych kraju, pozwalające jego rdzennym mieszkańcom prowadzić dostatnie życie.

Leży to w interesie wszystkich państw regionu, gdyż stan środowiska naturalnego Tybetu wywiera wielki wpływ na Indie, Chiny, Bangladesz i Pakistan. Byt niemal połowy ludzkości, a przede wszystkim mieszkańców wymienionych państw, uzależniony jest od rzek Tybetu. Największe powodzie, jakie nawiedziły w ciągu ostatnich dziesięciu lat owe kraje, przypisuje się zaszlamieniu rzek, którego przyczyną jest karczowanie lasów tybetańskich. Dalsze wycinanie lasów i kontynuowanie prac związanych z wydobywaniem uranu czyni owe rzeki coraz bardziej niebezpiecznymi.

Chiny przyznają, iż „rzeki są w wielu miejscach zanieczyszczone”. Wody rzek nie uznają granic politycznych. Państwa sąsiadujące z Tybetem mają prawo wiedzieć, które z ich rzek są zanieczyszczone, i znać przyczyny oraz skład tych zanieczyszczeń. Jeżeli natychmiast nie podejmie się zdecydowanych kroków, rzeki Tybetu, które niosły radość i życie, przyniosą pewnego dnia śmierć i zniszczenie.