To właśnie robi ból. Ból, który przynosi strata. Nie odbierała sił. Jest zmęczeniem, zmęczeniem wszystkim. Sprawia, że chce się tylko chwili wytchnienia. Od wspomnień, od cierpienia, od pustego miejsca tam, gdzie kiedyś było szczęście.
Patroszy. Po cichu, do cna. Aż czujesz się jak pusty pokój, dudniący echem wszystkiego, co straciłeś. Chodzi ci już tylko o ulgę, o sekundę bez brzemienia.
I jeszcze ci ludzie, którzy zabierają głos, nie mając pojęcia, co w tobie pęka. Krytykują. Oceniają. Rozbierają na części twoje ciało, twoje wybory, twoje życie. Jakbyś nie dźwigał już ciężaru, który wgniata w ziemię. Rozdrapują zaognioną ranę.
Są chwile, w których chce się wyrwać serce i powiedzieć: spójrzcie. Patrzcie. Zobaczcie, co w sobie noszę. Co z wami jest? Gdzie wasze człowieczeństwo?
Ale pojawiają się też promyki światła.
Zaczynasz dostrzegać, że nie wszyscy są ślepi na twój ból. Że są tacy, którzy cię kochają. Naprawdę. I przypominają, że nie jesteś tu bez powodu. A ty zbierasz te okruchy, strzępki i zaczynasz klecić z nich coś nowego.
Nie masz dawnej siły, ale jesteś mądrzejszy. Głębszy.
I powoli, niemal wbrew sobie zaczynasz czuć, że wciąż jest nadzieja. Coś, czego warto się trzymać. Mnóstwo rzeczy, za które należy być wdzięcznym, o które opłaca się walczyć, dla których warto żyć.
A więc jeśli jesteście w dołku, proszę: trzymajcie się. Będzie dobrze.
Dacie radę. Ja dałem, więc uda się i wam.
Bardzo was kocham.
Post i zdjęcie z 2 kwietnia 2026
Dungse Namge Dała Rinpocze (rocznik 1974), syn Szenpena Dały Rinpoczego (1950–2018) i bhutańskiej księżniczki oraz wnuk (i inkarnacja nauczyciela) wielkiego Dudzioma Rinpoczego (1904–1987), odebrał gruntowne tradycyjne i „nowoczesne” wykształcenie. Mieszka w Stanach Zjednoczonych. Jak mówi, Dharmą zainteresował się „dobrze po czterdziestce, po bardzo chaotycznej młodości”.

