Wszechwiedzący Buddowie trzech czasów,
Pobłogosławcie mi pragnieniem odejścia w dal,
Bym uwolnił się od wroga domowych pieleszy!
Uczniowie, jeśli łączy nas karma, słuchajcie uważnie!
W miastach drogę do wolności zagradza pięć trucizn,
W klasztorach ścieżkę wyzwolenia tarasują sprzeniewierzone ofiary,
A górska pustelnia jest niczym niebiańska kraina –
O szczęśliwcy, nie opuszczajcie tego nieba tęczowego ciała!
W miastach pleni się przeklęta przemoc
W klasztorach leje się rzeka odurzających trucizn,
A w górskiej pustelni praktyka wydaje owoc mądrości –
O szczęśliwcy, nigdy nie traćcie medytacyjnego wglądu!
W miastach plotą się gęste sieci ułudy,
W klasztorach ostentacyjnie mnożą się splamienia,
A w górskiej pustelni kiełkują kryształowe kwiaty czystości –
O szczęśliwcy, nigdy nie oddalajcie się od ogrodu jasnego światła!
Miejska zgraja nurza się w pięciu występkach,
W klasztorach łamie się zobowiązania i samaja,
A w górskiej pustelni ślubowania są czyste jak diament –
O szczęśliwcy, nigdy nie odstępujcie nieskazitelnych samaja.
Miejska zgraja żywi się podłym żarciem i odpadkami,
W klasztorach przełyka się gorzkie kęsy przywłaszczonych ofiar,
A w górskiej pustelni delektujemy się samadhi szczęśliwości i pustości –
O szczęśliwcy, nigdy nie zapominajcie o strawie medytacji!
Miejska zgraja uwielbia towarzystwo krewnych i znajomych,
W klasztorach łaszą się i przymilają do patronów,
A w górskiej pustelni praktykujemy patrzenie we własny umysł –
O szczęśliwcy, nigdy nie przestawajcie absorbować się medytacją!
Miejska zgraja w potrzebie opłaca religijne rytuały,
W klasztorach modli się tylko o własny spokój i szczęście,
A w górskiej pustelni nie zbaczamy ze ścieżki służenia wszystkim istotom –
O szczęśliwcy, nigdy nie ustawajcie w praktyce prowadzącej do Przebudzenia!
Miejska zgraja strzeże swojego dobytku i bogactw,
W klasztorach pilnują ofiar i datków,
A w górskiej pustelni stoimy na straży pustości –
O szczęśliwcy, nigdy nie przerywajcie praktyki siunjaty!
Miejska zgraja daje się mamić demonom trzech trucizn,
W klasztorach ulegają marom pokus,
A w górskiej pustelni wszystkie wraże siły miażdży Heruka –
O szczęśliwcy, przenigdy nie odstępujcie zwycięskiego Heruki!
Tak właśnie jest i nie koniec na tym.
Pośród wrzasków ludzi i ryku zwierząt
Życie koczowników przypomina ocean występków.
Targowiska, na które chciwi bandyci schodzą się
W poszukiwaniu łupów, kobiet i strawy,
Kupcząc mięsem i alkoholem,
Nie zasługują na miano klasztorów Buddy.
W tych czasach upadku większość wyświęconych
Przestaje z kobietami, rzekomo krewnymi,
Trudno jednak mówić wtedy o zachowaniu czystości.
Z serca wam radzę,
Zrozumcie dobrze, że jedynym spoiwem jest tam cierpienie.
Tę pieśń o widzeniu wroga już w dwóch namiotach z bydlęcej wełny
I szukaniu rajskiej samotności
Wyśpiewał u podnóża Niebiańskiej Warowni
Żebrak nazywany Pogromcą Demonów.
Obyśmy wyglądali samotności jak czystej krainy
I znalazłszy się w pustelni, daleko od zgiełku samsary,
Wszyscy osiągnęli stan ostatecznego Przebudzenia!
Njala Pema Dyndul (1816–1872) był tertonem i słynnym (także z osiągnięcia tęczowego ciała) mistrzem dzogcienu z Njarongu. („Niebiańska Warownia” – Namkha Dzong; „Pogromca Demonów” – Dyndul).
