Patrul Rinpocze: Rada dla Alaka Dongaka

Pod świętą njagrodhą, najlepszym z drzew,

Sam jeden pokonałeś Marę i jego nieprzeliczone armie

Tylko mocą miłującej dobroci – Przebudzony

Niedościgły przewodniku, bacz na mnie!

 

Opiekunie, odrzuciłeś tron władcy świata,

Jakby to była zatruta strawa,

I zaszyłeś się w leśnej głuszy, by zatopić się

Bez reszty w medytacji. Tak słyszeliśmy.

 

Przez to górskie ustronia

Są dla jego dziedziców rodzinnym domem.

Jako rzekł najlepszy z Opiekunów:

Żadna radość nie dorównuje samotności.

 

Lasy, pustelnie, ubocza zapewniają

Dzieciom Zwycięzcy odosobnienie zewnętrzne.

Odosobnienie wewnętrzne daje Bodhisattwom

Rozstanie z samolubstwem i tchórzostwem.

 

Pozostając przeto w izolacji, ujarzmij

Wewnętrzne splamienia wyciszeniem i wglądem

Oraz staraj się naśladować niezrównanego Samantabhadrę.

Mający tyle szczęścia są prawdziwymi dziedzicami Buddy.

 

Spienione, słodkie, kryształowe strumienie,

Sięgające nieba skaliste szczyty,

Rozkołysane krople rosy najbielszej księżycowej poświaty –

Z górską pustelnią nie mogą równać się nawet światy bogów.

 

Taniec smukłych drzew nie wzbudza namiętności,

Słodki śpiew ptaków nie nęci i nie brzydzi,

Chłodny cień braku wyobrażeń niesie ukojenie –

Ożywcze atrakcje biją na głowę milczącą pustkę!

 

Chroniona przed gwarem, tą zmorą medytacji,

Sama jak palec w cudownej pustelni,

Stara małpa umysłu nie ma gdzie uciec

I, zapadłszy w siebie, znajduje spokój.

 

W jaskrawym, rozdygotanym i rozgadanym tłumie

Przywary i natrętne myśli przesłaniają niebo,

Lecz w nektarowym blasku trzech rodzajów samotności

Łatwo poddają się właściwemu antidotum.

 

Z kryształowej tafli umysłu,

Nieporuszonej falami smutnych myśli,

Szybko wyłaniają się wiara i współczucie.

Co komu wtedy po towarzystwie?

 

Regularnie przecierane zwierciadło umysłu,

Wolne od przypadkowych rzeczy i zdarzeń,

Idealnie chłonie studia, zadumę i medytację.

Cóż może wtedy przesłonić światłość Dharmy?

 

Głód, pragnienie, ziąb, każde przykre doznanie

Oraz smutek, lęk i wszelkie psychiczne katusze

Dzięki pouczeniom mogą wspierać proces oczyszczania

I – nieodpychane ani niewyglądane – stanowić ozdobę umysłu.

 

W pustelni próżno szukać wytęsknionych przez głupców

Rozkoszy pięciu zmysłów, w których pławią się bogowie,

Więcej w niej za to nawet niźli w krainie Tuszita

Sławionych przez mędrców rozmaitych radości Dharmy.

 

Co może przeszkadzać w praktyce Dharmy Bodhisattwie,

Dla którego widok cierpienia jest ostrogą?

Jak zastępy hord Mary mogą szkodzić mędrcowi,

Mającego przeciwności za wiernych sojuszników?

 

Delektując się owocem nektaru nauk Mistrza,

Nie dawaj posłuchu plewom słów erudytów.

Rozpalając blask współczucia Bodhisattwów,

Nie tęsknij za iskrzeniem pospolitych konwersacji.

 

Obrabiając umysł zręcznie niczym kowal,

Nie musisz sięgać po narzędzia różnych dziedzin.

Do wyprawienia upartej skóry charakteru

Starczy ostrze wyrzeczenia i współczucia.

 

Dzięki kropli nektaru współczucia Mistrza

Zbierzesz plon wszystkich przymiotów.

Gdy po niebie płyną bez końca chmury oddania,

Nie musisz obawiać się nagłego mrozu.

 

Bardzo łatwo darzyć miłością przyjaciół,

Nauczycieli i krewnych, gdy są daleko.

Trudniej kochać, będąc pośród nich,

Gdyż bliskość budzi tylko rozdrażnienie.

 

Pielęgnowanej w odosobnieniu, i związanej sznurem aspiracji

Z przebudzoną aktywnością, wierze oraz miłującej dobroci

Wobec wielkich, maluczkich i wszystkich pomiędzy

Nic nie zagrozi w tym ani w przyszłych żywotach.

 

Nawet nikczemny wąż może żonglować

Wonnymi liśćmi pustych zdań i słów.

Jeśli jednak widzisz smużkę najsubtelniejszej treści,

Po co miałbyś tęsknić za truchłem takim jak ja?

 

Jeśli ten stary pies przeżyje dziewięć lat,

Jeszcze będziesz miał okazję posłuchać jego warczenia.

Szlachetni powstają przecież z ognia doświadczenia

I póki nie ustał oddech, nie wolno się ociągać.

 

Łaskawy mistrz uosabia wszystkich Buddów.

Niech nektar jego nauk wniknie w twoje serce.

Jeśli dzięki pilnej praktyce dobędziesz esencję życia,

Tu i teraz osiągniesz nieśmiertelność. To pewne!

 

Pozostając w pustelni, nie okiełznawszy umysłu,

Będziesz jednak tylko jednym z leśnych zwierząt i ptaków.

Jak powiada sam niedościgły Zwycięzca,

Musisz połączyć odosobnienie zewnętrzne z wewnętrznym.

 

Duma z okiełznania umysłu

Po ujarzmieniu jednej emocji lub myśli

I pogarda wobec pochłoniętych życiem –

Oto sidła, które Mara zastawia na pustelników.

 

Daruj więc sobie cudze zalety i wady,

Podsycając w sercu entuzjazm dla Dharmy.

Któż jest szczęśliwszy od pana dnia,

W którym umysł okazał się czystą iluzją?

 

Wszystkie myśli są jak klocki, którymi

Bez przywiązania bawi się dziecinna moc świadomości,

Stare matki z sześciu światów zasiadają na trybunie współczucia,

Zręczne dłonie dedykacji rozdzielają ofiary, źródło zasługi.

 

Całe to gadanie o urzeczywistnieniu i widzeniu jest puste!

Zapomnij o szczęśliwości i jasności, chwilowych podnietach!

Skup się na pustości, której esencją jest współczucie,

Powiedziano bowiem, że w ten sposób wypełnisz cel swój i istot.

 

Choćby i sto lat wysiłków zrodzonych z oczekiwań

Opóźni tylko, tak nam mówiono, najwyższe spełnienie,

Lecz krocząc ścieżką sześciu paramit wolnych od siedmiu znamion,

Niczego nie pożałujesz, nawet nie osiągnąwszy teraz Przebudzenia.

 

Najpierw spotkałeś autentycznego nauczyciela,

Potem przejrzałeś samsarę i znalazłeś upodobanie w Dharmie,

A teraz medytujesz w leśnej głuszy.

Drogi przyjacielu, to się nazywa mieć szczęście!

 

Sam spotkałem szlachetnych mistrzów, ale nie umiałem ich posłuchać.

Nauk, po które sięgałem, nie odnosiłem do własnego umysłu.

Praktykowałem w odosobnieniu, lecz pozostałem leniwy i rozkojarzony.

I tak zmieniłem się w starego psa, z którego nie ma żadnego pożytku!

 

Przyjacielu, jesteś na dobrej drodze do szczęścia.

Pielęgnując bez wytchnienia oddanie i pilność,

Bądź czujny i strzeż się demona aroganckiej dumy,

A wszystko dobrze się też skończy. Rozumiesz?

 

Nie zaprzątając umysłu fałszywymi wizjami bóstw i demonów,

Tylko zmieniając go w skarbiec drogocennych przymiotów,

Obyś poszedł w ślady wielkich świętych kadampy.

Oto moja modlitwa. Prawdziwy Opiekunie, bądź mi świadkiem!

 

Nawet jeśli ten nikczemny stary Abu wyzionie ducha

I spadnie do piekła, wyciągnie go kiedyś stamtąd dobroć Mistrza.

Modlę się, aby pozostawał potem narzędziem przebudzonej aktywności,

Póki istnieć będą czujące istoty, jego własne matki!

 

Te szczere słowa, płynące z ust niczym tęcza,

Ofiarował w pustelni Dhiczung obdarty Abu,

By rozchmurzyć drogiego, podobnie usposobionego druha.

Oby ich znaczenie było jasne!

 

 

 

Patrul Rinpocze (1808–1887) żył jak wędrowny żebrak, był jednym z najwybitniejszych i najbardziej wpływowych mistrzów dziewiętnastowiecznego Tybetu.

* „Wolnych od siedmiu znamion”: (według komentarza Arja Asangi) przywiązania do własności, zaprzestania praktyki, zadowolenia namiastką praktyki, oczekiwania czegoś w zamian, karmicznych skutków, przeciwności i rozkojarzenia.

RACHUNEK BANKOWY

program „Niewidzialne kajdany” 73213000042001026966560001
subkonto Kliniki Stomatologicznej Bencien
46213000042001026966560002

PRZEKIERUJ 1,5% PODATKU