Według lokalnych mediów, które powołują się na źródła w ministerstwie spraw zagranicznych, Chiny złożyły oficjalny protest przeciwko odwiedzaniu Nepalu przez „tybetańskich Rinpoczów”, dosłownie „Drogocennych”, czyli inkarnowanych lamów (żyjących, jak wynika z kontekstu, na wychodźstwie), oraz paleniu książek Xi Jinpinga w uczelni należącej do jednej z partii komunistycznych. Władze w Katmandu „na prośbę Pekinu” miały „odmówić wizy jednemu Rinpoczemu”, którego imienia nie podano. Nocne palenie książek wytłumaczono „koniecznością zwolnienia miejsca w magazynie”.
CZYTAJ DALEJ
Nie da się ukryć, że będąc pisarką tybetańską, wypowiadam się po chińsku. Nigdy nie byłam z tego dumna. Prawdę mówiąc, zawsze napawało mnie to bólem. I nie życzę nikomu innemu losu, na który skazuje nas chiński system oświaty. Choć za jego sprawą umiem pisać tylko po mandaryńsku, mam na koncie dwadzieścia osiem książek poświęconych wyłącznie Tybetowi. Nie napisałam w życiu słowa na inny temat i zapłaciłam za to bardzo wysoką cenę.
CZYTAJ DALEJ
Chińscy komuniści zabraniają uczenia języka tybetańskiego. Nauczyciele – ponosząc ogromne ryzyko – starają się, jak umieją, robić to po kryjomu. Wyselekcjonowani chińscy aparatczycy wpajają tybetańskim dzieciom zafałszowaną historię. Ichni przewodnicy opowiadają turystom, że pałac Potala zbudowano w prezencie dla chińskiej księżniczki. Uczniom, którzy noszą imię Waszej Świątobliwości – Tenzin – nie zezwala się na zdawanie szkolnych egzaminów.
CZYTAJ DALEJ
W burzliwych latach po wojnie z Chinami w 1962 roku zaciągnął się do indyjskiej armii i służył w Specjalnych Siłach Granicznych, tybetańskiej jednostce stacjonującej w Uttarkhandzie. W jego oczach wojskowy mundur nie kłócił się ze statusem inkarnowanego lamy, tylko świadczył o tym, jaką wagę przywiązuje do sprawy Tybetu i bezpieczeństwa granic Indii.
CZYTAJ DALEJ
Ngari Rinpocze Tenzin Czogjal, najmłodszy brat Jego Świątobliwości Dalajlamy, zmarł 17 lutego w swoim domu w Dharamsali. Miał osiemdziesiąt lat.
CZYTAJ DALEJ
Penpa Cering – urzędujący sikjong – został ponownie prezydentem Centralnej Administracji Tybetańskiej (CAT), zdobywając ponad 61 procent głosów we „wstępnej” turze wyborów.
CZYTAJ DALEJ
Tybetańska diaspora rozpoczęła wstępną rundę wyborów parlamentarnych i prezydenckich, które Pekin nazywa „absolutnie nielegalnymi” i sabotuje, gdzie może.
CZYTAJ DALEJ
Po powrocie z wakacji
Nie zapomnę o Tybetańczykach
I nie będą opowiadać bredni
CZYTAJ DALEJ
Indyjskie media informują o szykanach, jakie spotkały kolejnego pasażera na lotnisku w Szanghaju. Tym razem chińskie służby zakwestionowały nie paszport, a „wygląd”. „Przesłuchiwali mnie sześć godzin. Pytali, skąd wziąłem indyjski paszport. Odpowiadałem, że urodziłem się w Indiach. Pytali, czy mam krewnych w Chinach. Odpowiadałem, że nie mam. Pytali, czy mam powiązania z Dharamsalą. Odpowiadałem, że nie mam i że pochodzę z dystryktu Chamba. Pytali, skąd tacy ludzie wzięli się w Chambie”.
CZYTAJ DALEJ
Kiedy tak patrzę, co się wyprawia w naszej i światowej polityce, przypomina mi się przypowieść ze słynnego eseju Genduna Czophela o madhjamace Nagardżuny.
CZYTAJ DALEJ
Byliśmy ciekawi tych tajemniczych czarodziejskich obcych, którzy przepływali przez Indie z niesamowitą lekkością, uśmiechając się do nieznajomych i pstrykając zdjęcia. Zostaliśmy zarażeni obsesyjną rewerencją, jaką Indusi darzyli swoich niedawnych panów. Indzi zachowywali się jak ludzie, którym zawsze sprzyja los, więc naturalnie budzili podziw Tybetańczyków, którym wiatr zawsze wiał w oczy. Mieli swoje miejsce nie tylko u siebie, ale wszędzie, gdzie zechcieli zawitać, podczas gdy my nie mieliśmy żadnego miejsca, nawet we własnym świecie. Nie robiło nam żadnej różnicy, czy pochodzą z Anglii, Ameryki, Niemiec czy Francji. Wszyscy mieli żółte włosy, bezbarwne brwi i różową skórę nowo narodzonych myszy.
CZYTAJ DALEJ
Kiedy dwadzieścia pięć lat później zapytałam
wreszcie, jak się nazywa, zaczął opowiadać
o wiosce, w której urodzili się jego rodzice.
CZYTAJ DALEJ
Zega Gjaco – mnich klasztoru Cang w Colho (chiń. Hainan), w prowincji Qinghai – został zatrzymany za „wysłanie pieniędzy za granicę”.
CZYTAJ DALEJ
Partia zdaje się nie rozumieć jednej rzeczy. Im silniej uciskają Tybetańczyków, tym bardziej upewniają nas, że nie jesteśmy i nigdy nie będziemy Chińczykami.
CZYTAJ DALEJ
Nie przypominam sobie, by ktoś ze starszych tłumaczył mi, że mam szanować Dalajlamę. Sądzę, że odziedziczyłem tę wiarę jak geny: nikt nie musiał mi nic mówić, a ja nie potrzebowałem o nic pytać. Wiem na pewno, że od zawsze widziałem w domu jego zdjęcie, ale nie pamiętam, jak na nim wyglądał.
CZYTAJ DALEJ
Jego Świątobliwość mówi, że walczymy nie tylko o wolność polityczną, ale także wewnętrzną: od gniewu, nienawiści, chciwości. Prawdziwy wróg, powtarza, znajduje się w nas. Ten zewnętrzny jest nauczycielem, ponieważ wymaga cierpliwości, dobroci, wybaczenia. Uczy współczucia i czerpania z duchowych zasobów.
CZYTAJ DALEJ
Jako uchodźca czerpię poczucie tożsamości z walki, której jestem częścią. W chwili, gdy przestajecie walczyć o wolność, poddajecie się strachowi albo godzicie się z losem, wszystko się kończy. Stajecie się kimś innym. Kimś, kogo nie rozpoznaliby wasi przodkowie.
CZYTAJ DALEJ
Tybetański parlament na wychodźstwie – po pięciu latach – zakończył konstytucyjny kryzys, powołując przewodniczącą, dwóch sędziów Najwyższej Komisji Sprawiedliwości i prezesa izby kontroli.
CZYTAJ DALEJ
Za oknami wiatr niósł przez noc szczekanie psów i trzaski innych radioodbiorników, szukających w sąsiednich domach tych samych zakazanych częstotliwości. Nie chcę wierzyć, że to koniec. Nadzieja, tęsknota, wiara wciąż gdzieś tam rozbrzmiewają, czekając, aż ktoś się dostroi.
CZYTAJ DALEJ