Tai Situ Rinpocze: Bodhicitta

Jeśli chcecie być buddystami mahajany, musicie obudzić bodhicittę. Jeżeli zamierzacie praktykować buddyzm wadżrajany, musicie obudzić bodhicittę. Adept wadżrajany bez bodhicitty jest bardzo, bardzo niebezpieczny. Dlaczego? Ponieważ dysponuje metodami, nie mając motywacji. Ma środki, ale nie ma celu. Wiecie, o czym mówię? O szalonym lekarzu. Chcielibyście, żeby operował was szalony doktor? Żeby reprezentował was szalony prawnik? Żeby za sterami samolotu siedział szalony pilot? Nie sądzę. To ciało jest naszym kierowcą, lekarzem, prawnikiem, pilotem. Jeśli mamy bodhicittę – nie chwiejną, lecz niewzruszoną – nic nam nie grozi.

Czym więc jest ta bodhicitta, o której tyle słyszeliście od mojego kochanego Rinpoczego? Dla pewności przypomnę wam jeszcze raz. Mamy dziś bardzo krótką pamięć, ponieważ jesteśmy osaczeni przez ludzi, którzy wpychają się w nasze życie i chcą za nas myśleć. Oferują wam pamięć. Megabity, gigabity pamięci. Żebyście nie musieli niczego zapamiętywać, o niczym pamiętać. Robią to za was, więc jesteście ekspertami od niepamiętania.

Odświeżę wam pamięć. Czym jest bodhicitta? Pragnieniem osiągnięcia Stanu Buddy, aby pomóc wszystkim istotom osiągnąć Stan Buddy. Zawiera w sobie współczucie, miłującą dobroć, radość i bezstronność. Wszystkie razem. Samo współczucie nie czyni z was bodhisattwy. Tyranozaur, najdziksze zwierzę, nie pożera własnych młodych. Potrafi więc współczuć, jednak współczucie bodhisattwy jest inne. Bezgraniczne. Niezarezerwowane wyłącznie dla biednych, chorych i potrzebujących. Obejmuje ich, rzecz jasna, lecz pamięta także o zdrowych, bogatych i uprzywilejowanych. O wszystkich. Nie wymaga bólu. Widzi tak cierpiących, jak pijanych szczęściem.

Bogom w niebie nic nie dolega. Biją nas na głowę. Mają lepsze ciała, lepiej się wysławiają i lepiej myślą. Wszystko, czego chcą, pojawia się na zawołanie, podczas gdy to, czego my pragniemy, jest jak uciekający pociąg, za którym gonimy do upadłego. Choć bogowie nie znają bólu, darzymy ich współczuciem. Bodhicitta jest dla wszystkich. W końcu nawet bogowie poznają smak cierpienia, gdy widzą, że przyjdzie im umrzeć. W przeciwieństwie do nas, znają przyszłość. Nie potrzebują karty pamięci. Znają przeszłość i przyszłość, wiedzą zatem, co ich czeka. A z perspektywy ich pułapu wszystko jest koszmarnym upadkiem, więc choć żyją setki tysięcy stuleci, na koniec cierpią. Nasze współczucie obejmuje więc najwyższych, najniższych i wszystkich pomiędzy. Na tym polega bodhicitta.

W buddyzmie wadżrajany współczuciu towarzyszyć musi oddanie. Prawdę mówiąc, nie ma mowy o współczuciu bez oddania, ale my jesteśmy mistrzami zwodzenia i oszukiwania siebie. Dzięki temu udaje się nam pękać od współczucia, nie odczuwając cienia oddania. To niewiarygodne, ale możliwe. Dlaczego tak uważam? Ponieważ współczucie dobrze służy naszemu ja. Siedzę tu sobie na wielkim, wysokim tronie, a wy tam, w dole, na podłodze, i serdecznie wam współczuję. Z kolei wam, przejętym wizytą w ziemi świętej, żal tych, którym nie dane było tu przyjechać. Współczujecie im. I dobrze, ale dobrze z tym także waszemu wyobrażeniu siebie. Tymczasem oddanie mu nie służy. W żaden sposób. Jeśli obudzicie autentyczne współczucie, znajdziecie też w sobie oddanie, ponieważ będziecie wiedzieć, na czym stoicie. Wobec tych, którzy mają więcej od was współczucia i oddania, będziecie czuć oddanie. Ci, którzy mają ich mniej, będą budzić w was współczucie, a obdarzeni nimi w równym stopniu – miłującą dobroć. To prosta definicja: piętro wyżej oddanie, piętro niżej współczucie, na tym samym poziomie miłość.

Mahajana kładzie wielki nacisk na współczucie. Oczywiście mówi także o oddaniu, ale nie tyle, co wadżrajana. Dlaczego potrzebujemy współczucia i oddania? Czemu musimy się z tym szarpać i nie możemy po prostu zostać Buddami? Obawiam się, że to po prostu niemożliwe. Powodem, dla którego nie jesteśmy teraz Buddami, jest dualizm. Wszystko nas różni. Ja i mój przyjaciel. Ty i twój znajomy. Ja i moje. Ty i twoje. To punkt wyjścia. My buddyści, wy nie-buddyści. Różnica i podział. Jak się z tym uporać? Najprościej przy pomocy współczucia i oddania. Współczucie przybliża was do tych, nad którymi górujecie; oddanie – do tych, którzy górują nad wami; a miłująca dobroć (składowa składowej bodhicitty) – do tych, którzy są na tym samym poziomie. Pozwala to na powierzchowne zasypanie dualistycznych podziałów. Podkreślam: powierzchowne. Przybliżenie nie jest synonimem niedualności. W tym miejscu zaczyna się praktyka. Jeśli obudziwszy w sobie współczucie i oddanie, spoczniecie na laurach, nic się nie wydarzy. Napompowani jak balon oddaniem i współczuciem – i nie robiący nic więcej – możecie co najwyżej stanowić przyczynek rozmów przy rodzinnym stole. Krótko mówiąc, musicie praktykować Dharmę.

Bardzo łatwo powiedzieć, że chcę, aby wszystkie istoty osiągnęły Stan Buddy. Że pragnę je wszystkie, w tym również siebie, tam doprowadzić. Recytuje się to bardzo prosto, trzeba jednak – panie i panowie – coś w tej sprawie zrobić. To „coś” nazywa się praktyką. Musicie praktykować pouczenia, które otrzymaliście od swojego ukochanego Lamy. Praktyka ma wiele oblicz: modlitwa, medytacja, aktywność. Ludzie często pytają, jak praktykować Dharmę w codziennym życiu. Uwielbiają też dawać taki tytuł wykładom. To bardzo dziwne, bo jeśli nie w życiu, gdzie, do licha, mieliby to robić? Gdzie, poza codziennym życiem, chcecie praktykować Dharmę? Co poza tym życiem macie? Musimy praktykować Dharmę w codziennym życiu, powtarzając modlitwy, odprawiając rytuały, medytując – robiąc wszystko, czym możemy przysłużyć się Dharmie i bliźnim. Przepełnieni radością i zaszczyceni. Nie ponurzy. Nie bójcie się uśmiechnąć. Od czasu do czasu wybuchnijcie śmiechem. Bądźcie szczęśliwi, nie ma w tym nic złego. Bądźcie mili. A jeśli potraficie, bądźcie też zabawni.

 

 

Tai Situ Rinpocze, rocznik 1954, dwunasty w jednej najstarszych i najbardziej wpływowych linii buddyzmu tybetańskiego, „regent Padmasambhawy i Majtrei”, jest głową sieci filii klasztoru Palpung i głównym nauczycielem Siedemnastego Karmapy.

Fragment wykładu wygłoszonego na prośbę Tengi Rinpoczego w Palpungu (w Indiach) w 2006 roku.

RACHUNEK BANKOWY

program „Niewidzialne kajdany” 73213000042001026966560001
subkonto Kliniki Stomatologicznej Bencien
46213000042001026966560002

PRZEKIERUJ 1,5% PODATKU