WĘDROWNE SZKOŁY

WĘDROWNE SZKOŁY

 

Dzieci są ważną siłą roboczą w gospodarstwie koczowników. Ich pomoc w hodowli i opiece nad zwierzętami potrzebna jest cały rok. Zimą rodzą się jagnięta, wiosną przychodzą na świat małe jaczki, latem jest nawał pracy z dojeniem, jesienią przychodzi pora uboju. Przez cały rok trzeba wypędzać rano na hale i przyprowadzać wieczorem do domu stada owiec, koni, jaków, broniąc ich przed atakami wilków, których ofiarą pada wiele młodych zwierząt. Trzeba zbierać i suszyć nawóz na opał, przynosić wodę z rzeki, której pokrywa lodowa topnieje tylko latem. Pozostaje jeszcze opieka nad młodszym rodzeństwem i wszystkie drobne prace, które można zlecić dzieciom.

Chiny wprowadziły w Tybecie politykę ograniczania przyrostu naturalnego. Tybetańska rodzina żyjąca z koczowniczej hodowli zwierząt może dziś posiadać najwyżej trójkę dzieci. To za mało, by uporać się z pracą w koczowniczym gospodarstwie, którego „tradycyjne” rozmiary przystosowane były do warunków życia w górach. Jeśli zgodnie z wymaganiami chińskiego państwa wyśle się dzieci do szkoły z internatem, często znajdującej się w oddalonym o setki kilometrów mieście, dom zostaje bez rąk do pracy. A kiedy dzieci wracają po kilku latach nauki w zindoktrynowanej przez komunistyczną politykę szkole, nikła jest szansa, że by którekolwiek chciało żyć życiem swoich ojców.

Nie każdy ma pieniądze, żeby wysłać dzieci do szkół w zbudowanych przez Chińczyków miastach. Nie każdy może pozwolić sobie na stratę tak cennych rąk do pracy. Dla tych rodzin, które nie mogą lub nie chcą posłać dzieci do państwowej szkoły, uruchomiony został program tybetańskich wędrownych szkół. Program obejmuje górzyste regiony w jednej z „autonomicznych” prefektur prowincji Qinghai, położone na wysokości ok. 4000 m n.p.m. Składa się z programu letniego i zimowego. Zimą, z powodu trudnych warunków pogodowych (temperatura spada do -25°C), nauka odbywa się w domach koczowników. W każdym z domostw nauczyciel spędza tydzień, ucząc dzieci rodziny i sąsiadów. Na lato kupiono kilkanaście przestronnych namiotów, z którymi szkoła podróżuje po okolicy. W okręgu nie ma żadnych budynków szkolnych ani gminnych, które można by wynająć na potrzeby nauki. Znaczne rozproszenie osiedli ludzkich, z których każde znajduje się w osobnej, wysoko położonej dolinie sprawia, że system nauczania trzeba było dostosować do życia tamtejszych koczowników.

Dzieci uczą się czytania i pisania w języku tybetańskim. Z czasem do programu zostaną też włączone inne przedmioty (w pierwszej kolejności matematyka). Nauczyciele-ochotnicy pracujący dla programu wywodzą się z miejscowej społeczności, toteż trudne warunki pracy nie są stanowią dla nich problemu – w okręgu nie ma elektryczności ani wody, „polna” droga dojazdowa prowadzi przez górskie przełęcze i strumienie. Do tej pory praca nauczycieli nie była wynagradzana, a podręczniki dla uczniów kupowali, za własne pieniądze, sami nauczyciele. W przyszłości celem programu będzie wydrukowanie czterystu egzemplarzy własnych podręczników do języka tybetańskiego zawierających także nowoczesne słownictwo, oraz objęcie nauczaniem sąsiednich okręgów.

Potrzeba środków na opłacenie transportu oraz wyżywienia nauczycieli i dzieci podczas kursów. Trzeba tablic, podręczników, słowników, namiotów, stołów i całego wyposażenia wędrownych szkół. Miejscowe rodziny same naprawiły drogę dojazdową do okręgu, a jeden z lokalnych lamów przeznaczył część własnej ziemi pod budowę budynku, który miałby stać się bazą przyszłej działalności wędrownych szkół. Te wysiłki koczowniczej społeczności, która marzy o jakimkolwiek wykształceniu dla swoich dzieci, wymagają wsparcia z zewnątrz.

ROZLICZENIE