Dalajlama: Oświadczenie w sprawie kolejnego odrodzenia

Rodacy w kraju i poza jego granicami, wyznawcy tybetańskiej tradycji buddyzmu oraz wszyscy mający związek z Tybetem i Tybetańczykami: dzięki dalekowzroczności naszych dawnych królów, ministrów i uczonych-adeptów w całej Krainie Śniegu rozkwitały pełne nauki Buddy, pochodzące z ksiąg i doświadczeń pouczenia trzech pojazdów i czterech rodzajów tantr oraz związanych z nimi zagadnień i dyscyplin. Tybet był dla świata źródłem tradycji buddyjskich i wyrastającej z nich kultury. Przysparzał szczęścia zwłaszcza niezliczonym istotom w Azji, w tym w Chinach, Tybecie i Mongolii.

Pielęgnując dziedzictwo buddyzmu, rozwinęliśmy z czasem jedyną w swoim rodzaju tradycję rozpoznawania nowych wcieleń uczonych-adeptów, która okazała się wielce pomocna tak dla Dharmy, jak i czujących istot, zwłaszcza zaś społeczności monastycznej.

Od czasu rozpoznania i potwierdzenia inkarnacji Genduna Druba we wszechwiedzącym Gendunie Gjaco w XV wieku oraz powołania [instytucji monastycznej] Labrang Gaden Phodrang wskazywano [jego] kolejne wcielenia. Tytuł Dalajlamy nadano trzeciemu z nich, Sonamowi Gjaco. Piąty, Ngałang Lobsang Gjaco, w 1642 roku ustanowił rząd Gaden Phodrang, stając się duchowym i politycznym przywódcą Tybetu. Przez ponad sześćset lat po Gendunie Drubie rozpoznawano niebudzące żadnych wątpliwości inkarnacje Dalajlamy.

Przez trzysta sześćdziesiąt dziewięć lat były one politycznymi i duchowymi przywódcami Tybetu. Z własnej inicjatywy położyłem teraz temu kres, dumny i szczęśliwy, że jak gdzie indziej w świecie możemy rządzić się w sposób demokratyczny. W rzeczy samej już w roku 1969 oświadczyłem jasno, że to zainteresowani ludzie powinni zdecydować o dalszym trwaniu inkarnacji Dalajlamów. Niemniej jednak, jeśli taka wola będzie, istnieje oczywiste niebezpieczeństwo, że za sprawą braku wyraźnych wskazówek instytucja reinkarnacji może zostać wykorzystana do realizowania partykularnych interesów politycznych. Póki więc cieszę się zdrowiem fizycznym i psychicznym, uważam za rzecz ważną wytyczenie jasnych zasad rozpoznania następnego Dalajlamy, by uniknąć ewentualnych wątpliwości i oszustw. Aby zasady te były w pełni zrozumiałe, trzeba najpierw zapoznać się z systemem tulku i podstawowymi pojęciami, na których się on zasadza. Wyjaśnię je zatem pokrótce.

Przeszłe i przyszłe żywoty

Zaakceptowanie idei tulku wymaga uznania istnienia przeszłych i przyszłych żywotów. Czujące istoty rodzą się z żywotów minionych i odradzają ponownie po śmierci. Ideę tę uznają wszystkie starożytne duchowe tradycje i szkoły filozoficzne Indii z wyjątkiem materialistycznego ruchu ćarwaków. Niektórzy współcześni myśliciele zaprzeczają istnieniu kolejnych żywotów, argumentując, że nie możemy ich zobaczyć. Inni nie wyciągają z tego powodu tak jednoznacznych wniosków.

Choć wiele tradycji religijnych uznaje inkarnację, różnią się one poglądami na temat tego, co i w jaki sposób się odradza oraz jak wygląda okres dzielący dwa wcielenia. Niektóre akceptują perspektywę przyszłych żywotów, odrzucając ideę poprzednich.

Najogólniej rzecz ujmując, buddyści wierzą, że narodziny nie mają początku i że wyzwoliwszy się z cyklicznego bytu dzięki pokonaniu karmy i negatywnych uczuć, nie będziemy się odradzać pod wpływem tych czynników. Zatem buddyści uważają, iż istnieje koniec wcielania się za sprawą karmy i szkodliwych emocji, mimo to większość szkół filozoficznych tego nurtu nie uznaje końca strumienia świadomości. Odrzucenie przeszłych i przyszłych żywotów stałoby w sprzeczności z buddyjską ideą podstawy, ścieżki i rezultatu, którą objaśnia się w kategoriach zdyscyplinowanego bądź niezdyscyplinowanego umysłu. Gdybyśmy zgodzili się z taką argumentacją, logicznie musielibyśmy uznać, że świat i jego mieszkańcy pojawiają się bez przyczyn i warunków. Innymi słowy, będąc buddystą, trzeba uznawać istnienie przeszłych i przyszłych żywotów.

Dla tych, którzy poprzednie życia pamiętają, odrodzenie jest po prostu doświadczeniem. Większość zwykłych istot zapomina je jednak, przechodząc przez śmierć, okres pośredni i narodziny. Ponieważ dla nich minione i przyszłe żywoty są nieco zatarte, musimy wykazać ich istnienie za pomocą logiki opartej na dowodach.

W słowach Buddy i komentarzach, jakimi je później opatrywano, znajdziemy wiele logicznych argumentów przemawiających za istnieniem inkarnacji. Można zebrać je w cztery zagadnienia: że rzeczy poprzedzają rzeczy podobnego rodzaju, że rzeczy są poprzedzane konkretnymi przyczynami, że umysł zapoznaje się z rzeczami i że doświadczał ich w przeszłości.

W ostatecznym rozrachunku argumenty te sprowadzają się do tego, że natura umysłu, jego przejrzystość i świadomość, muszą mieć przyczyny w postaci przejrzystości i świadomości. Nie może zrodzić ich nic innego, na przykład przedmiot nieożywiony. To oczywiste. Z logicznej analizy wnosimy, że nowy strumień przejrzystości i świadomości nie może wziąć się z niczego ani z przyczyn z nim niezwiązanych. Dochodzimy do wniosku, że nie da się wyprodukować umysłu w laboratorium ani położyć kresu ciągłości subtelnej przejrzystości i świadomości.

Z tego co mi wiadomo, żadnemu współczesnemu psychologowi, fizykowi czy neurobiologowi nie udało się zaobserwować ani zapowiedzieć stworzenia umysłu z materii lub bez przyczyny.

Są ludzie, którzy pamiętają życie poprzednie czy wręcz wiele wcześniejszych żywotów, inni rozpoznają miejsca i krewnych z zamierzchłej przeszłości. I nie jest to li tylko zjawisko dawne. Również dziś wielu ludzi na wschodzie i zachodzie pamięta wydarzenia i przeżycia z minionych żywotów. Zaprzeczanie temu nie jest uczciwym i bezstronnym prowadzeniem badań, ponieważ kłóci się z owymi faktami. Tybetański system rozpoznawania inkarnacji to autentyczny sposób dociekania prawdy w oparciu o ludzkie wspomnienia z poprzednich żywotów.

W jaki sposób dochodzi do odrodzenia

Po śmierci można się odrodzić na dwa sposoby: za sprawą mocy karmy i negatywnych uczuć bądź współczucia i modlitwy. W przypadku pierwszym z powodu nieświadomości tworzy się negatywną i pozytywną karmę, pozostawiającą w świadomości ślady, które, uruchamiane ponownie pragnieniem i lgnięciem, popychają nas do następnego życia. Odradzamy się wtedy poza kontrolą woli w niższych lub wyższych światach. W ten sposób zwykłe istoty krążą bez ustanku w istnieniu niczym w obracającym się kole, niemniej nawet w takich okolicznościach mogą, powodowane pozytywnymi pobudkami, pilnie angażować się w prawe działania w codziennym życiu. Owo zaznajomienie z cnotą może uaktywnić się w chwili śmierci, prowadząc do odrodzenia w wyższych sferach bytu. Z drugiej strony, wyżsi Bodhisattwowie, którzy wkroczyli na ścieżkę widzenia, nie odradzają się za sprawą karmy i negatywnych uczuć, lecz mocy współczucia wobec czujących istot i modlitw o ich dobro. Są w stanie wybrać miejsce i czas odrodzenia oraz przyszłych rodziców. Takim odrodzeniem, którego jedynym celem jest pomaganie innym, kieruje siła współczucia i modlitwy.

Znaczenie tulku

Wydaje się, że Tybetańczycy zaczęli używać określenia „tulku” (ciało emanacji Buddy) na znak szacunku wobec rozpoznanych inkarnacji, z czasem jednak słowo to spowszedniało. Ogólnie rzecz biorąc termin tulku odnosi się do jednego z trzech lub czterech opisanych w sutrach aspektów Buddy. Wedle tych wyjaśnień osoba pozostająca pod wpływem szkodliwych uczuć i karmy posiada potencjał osiągnięcia „ciała prawdy” (dharmakaji), składającego się z „mądrości ciała prawdy” i „natury ciała prawdy”. Pierwsze odnosi się do „przebudzonego umysłu Buddy”, który w jednej chwili bezpośrednio i dokładnie widzi wszystko takim, jakim jest. Dzięki gromadzeniu zasługi i mądrości przez długi czas nie ma w nim żadnych szkodliwych uczuć ani ich śladów. Drugie odnosi się do pustej natury tego wszechwiedzącego umysłu. Oba razem są aspektami Buddów dla nich samych, ale nie, bezpośrednio, dla innych. Aby im pomagać Buddowie muszą więc manifestować się w dostępnych dla istot formach fizycznych. Ostateczny fizyczny aspekt Buddy to „ciało doskonałej radości” (sambhogakaja), które jest w zasięgu najwyższych Bodhisattwów i ma pięć określonych zdolności, takich jak przebywanie w czystej krainie Akaniszta. Z niego manifestują się niezliczone „ciała emanacji – czyli „tulku” (nirmanakaja) – jako dostępni nawet zwykłym istotom bogowie lub ludzie. Te dwa fizyczne aspekty nazywa się „ciałami foremnymi”; są one przeznaczone dla innych.

Istnieją trzy rodzaje ciała emanacji: pierwszy, „najwyższy” to, jak Siakjamuni, historyczny Budda, który manifestuje dwanaście czynów, takich jak przyjście na świat w wybranym przez siebie miejscu, i tak dalej; drugi, „artystyczny”, służący innym jako rzemieślnik, malarz, i tak dalej; oraz trzeci, „inkarnowany”, pojawiający się w rozmaitych postaciach – ludzi, bóstw, rzek, mostów, roślin leczniczych, drzew – by pomagać czującym istotom. Inkarnacje duchowych mistrzów nazywane w Tybecie „tulku” należą do kategorii trzeciej. Pośród nich zdarzają się prawdziwe „inkarnowane ciała emanacji” Buddów, lecz nie musi dotyczyć to wszystkich. Pośród tybetańskich tulku mogą być wcielenia najwyższych Bodhisattwów, Bodhisattwów na ścieżkach nagromadzenia i przygotowania oraz mistrzów, którzy w sposób oczywisty nie wkroczyli jeszcze na ścieżkę Bodhisattwy. Tytuł „tulku” nadaje się więc inkarnowanym Lamom na podstawie podobieństwa do Przebudzonych lub związku z ich pewnymi przymiotami.

Jak powiada Dziamjang Khjence Łangpo: „Reinkarnacja zachodzi po śmierci poprzednika, emanacja zaś to manifestacja bez odejścia źródła”.

Rozpoznawanie reinkarnacji

Praktyka rozpoznawania tożsamości na podstawie poprzedniego życia zaczyna się w czasach Buddy Siakjamuniego. W czterech częściach agama winaja pitaki, w dźatakach, w „Sutrze mądrych i głupich”, w „Sutrze stu tysięcy karm” i tak dalej znajdujemy mnóstwo przypowieści, w których Tathagata mówi o działaniu karmy i o tym, jak pewne czyny z poprzedniego żywota są doświadczane w życiu obecnym. Również wielu indyjskich mistrzów, którzy żyli w czasach późniejszych, mówiło o swoich wcześniejszych wcieleniach. Znamy mnóstwo takich historii, jednak system rozpoznawania i numerowania inkarnacji nie narodził się w Indiach.

Tybetański system rozpoznawania reinkarnacji

Istnienie przeszłych i przyszłych żywotów uznawała rodzima tradycja bon przed przeniesieniem buddyzmu do Tybetu – potem wierzyli w nie dosłownie wszyscy Tybetańczycy. Obyczaj rozpoznawania wcieleń nauczających Dharmy duchowych mistrzów i modlenia się do nich kultywowano w całym kraju. W wielu autentycznych, tybetańskich pismach, takich jak „Mani kabum”, „Pięciorakie nauki Kathang”, czy pochodzących od wspaniałego, niezrównanego indyjskiego mistrza Dipankary Atisi i spisanych w XI wieku w Tybecie „Księgach uczniów kadampy” oraz „Klejnotowej girlandzie” znajdujemy opowieści o wcieleniach Arja Awalokiteśwary, niemniej współczesna tradycja formalnego rozpoznawania inkarnacji mistrzów narodziła się na początku XIII wieku wraz z uznaniem Karmy Paksziego za wcielenie Dysum Khjenpy, który w tym celu pozostawił uczniom przepowiednię. Od ponad dziewięciuset lat było siedemnaście inkarnacji Karmapów. Podobnie, od chwili rozpoznania w Kundze Sangpo odrodzenia Khandro Czokji Dronme w XV wieku na świat przyszło ponad dziesięć Dordże Phagmo z Samdingu. Pośród tulku rozpoznawanych w Tybecie są mnisi i adepci świeccy, mężczyźni i kobiety. Ów system zaadaptowały później inne tradycje buddyjskie oraz bon. Dziś mamy tulku we wszystkich służących Dharmie tybetańskich szkołach buddyjskich: sakja, gelug, kagju, njingma oraz dzonang i bodong. Nie ulega też wątpliwości, że niektórzy spośród owych tulku przynoszą wstyd.

Wszechwiedzący Gendun Drub, który był uczniem Dzie Congkhapy, założył klasztor Taszilhunpo w Cangu i opiekował się swymi uczniami. Zmarł w 1474 roku w wieku osiemdziesięciu czterech lat. Choć początkowo nie podjęto żadnych kroków w celu rozpoznania jego inkarnacji, musiano za nią uznać urodzonego (w 1476 roku) w Tanaku, w Cangu chłopca imieniem Sangje Czophel z uwagi na jego zdumiewającą, doskonałą pamięć wydarzeń z poprzedniego żywota. W ten sposób narodziła się tradycja poszukiwania i rozpoznawania inkarnacji, najpierw przez Labrang Gaden Phodrang, a następnie przez rząd Gaden Phodrang.

Sposoby rozpoznawania inkarnacji

Wraz z powstaniem systemu rozpoznawania tulku zaczęły rozwijać się służące temu procedury. Do najważniejszych należą pozostawienie przez odchodzącego listu-przepowiedni bądź pewnych wskazówek, pojawienie się określonych znaków, pamięć i relacje z poprzedniego życia czy wreszcie wskazanie przez następcę przedmiotów należących do poprzednika bądź rozpoznawanie bliskich mu ludzi. Korzystano też z innych metod: proszono o wróżbę wiarygodnych duchowych mistrzów, zasięgano rady światowych wyroczni przemawiających przez pogrążone w transie medium czy też szukano wizji w wodach świętych jezior, takich jak położone na południe od Lhasy Lhamo Lhaco.

W przypadku pojawienia się więcej niż jednego obiecującego kandydata i trudności z dokonaniem wyboru, ostateczną decyzję podejmowano przy pomocy losowania kulek z ciasta (zen tak), wzywając prawdę przed świętym wizerunkiem.

Emanacja przed śmiercią poprzednika (ma-dhe tulku)

Najczęściej inkarnacją jest ktoś, rodzący się w ludzkim ciele po odejściu poprzednika. Z reguły zwykłe istoty nie są w stanie manifestować emanacji przed śmiercią (ma-dhe tulku), lecz potrafią to wyżsi Bodhisattwowie, którzy mogą ukazywać się w setkach i tysiącach ciał jednocześnie. W tybetańskim systemie rozpoznawania tulku są emanacje, które należą do tego samego strumienia umysłu co poprzednik, emanacje związane z nim mocą karmy i modlitw, oraz emanacje pobłogosławione i mianowane.

Głównym celem pojawienia się inkarnacji jest kontynuowanie niedokończonego dzieła w służbie Dharmy i istot. W przypadku Lamy, będącego zwykłą istotą, zamiast emanacji należącej do tego samego strumienia świadomości za emanację uznać można kogoś związanego z nim lub z nią czystą karmą i mocą modlitw. Skoro przyjmuje się to w przypadku istot zwykłych, emanacja przed śmiercią, nie należąca do jednego strumienia umysłu, jest do przyjęcia. Bywa, że wysoki lama ma jednocześnie kilka inkarnacji – ciała, mowy, umysłu i tak dalej. W ostatnich czasach słynne wcielenia poprzedzające śmierć to choćby Dudziom Dziddral Jesze Dordże czy Czogje Triczen Ngałang Khjenrab.

Złota urna

Wraz z postępującą degeneracją tej epoki i rozpoznawaniem – również z powodów politycznych – coraz większej liczby Lamów, zaczęto czynić to w sposób niewłaściwy bądź wątpliwy, przynosząc ogromne szkody Dharmie.

Podczas konfliktu z Gurkhami (1791-93) rząd Tybetu musiał prosić Mandżurów o pomoc militarną. Gurkhowie zostali wyparci, lecz cesarscy urzędnicy przedstawili dwudziestodziewięciopunktową propozycję pod pretekstem usprawnienia tybetańskiej administracji. Zawierała ona sugestię losowania ze złotej urny [imion] inkarnacji Dalajlamów, Panczenlamów i Hutuktu (mongolski tytuł nadawany wysokim Lamom). Procedurę tę zastosowano więc w przypadku kilku Dalajlamów, Panczenlamów i innych hierarchów. Stosowny rytuał napisał VIII Dalajlama Dziampel Gjaco. Mimo [formalnego] wprowadzenia owego systemu nie przestrzegano go w przypadku dziewiątego, trzynastego i czternastego Dalajlamy, czyli mnie.

Autentyczną inkarnację X Dalajlamy również odnaleziono wcześniej i nie zastosowano owej procedury, choć ogłoszono, że miało to miejsce, by udobruchać Mandżurów.

Urny użyto więc tylko w przypadku jedenastego i dwunastego Dalajlamy, mimo że tego drugiego rozpoznano już wcześniej. Innymi słowy, tą metodą wskazano Dalajlamę jedynie raz. Podobnie w przypadku Panczenlamów, spośród których wybrano tak tylko ósmego i dziewiątego. System narzucili Mandżurowie, lecz Tybetańczycy nie ufali mu, nie miał bowiem pierwiastka duchowego. Z drugiej strony, gdyby podchodzono do niego poważnie, mógłby zostać porównany do losowania kulek z ciasta [zawierających imiona kandydatów].

W 1880 roku, podczas intronizacji XIII Dalajlamy jako wcielenia poprzednika, wciąż istniały pozostałości więzi kapłan-opiekun, która łączyła Tybet i Mandżurów. Autentyczność inkarnacji potwierdzili VIII Panczenlama, przepowiednie wyroczni Neczung i Samje oraz wizje, jakie ukazały się w Lhamo Lhaco, po urnę więc nie sięgnięto. Mówi o tym wyraźnie sam XIII Dalajlama w swoim testamencie, który sporządził w roku wodnej małpy (1932): „Jak wszyscy wiecie, nie wybrano mnie zgodnie ze zwyczajem losując los ze złotej urny, lecz za sprawą przepowiedni i wróżb. To na ich podstawie zostałem rozpoznany i intronizowany”.

Kiedy w 1939 roku intronizowano mnie jako XIV Dalajlamę związek kapłan-opiekun między Tybetem a Chinami już nie istniał. Nie było więc ani problemu, ani potrzeby korzystania ze złotej urny. Powszechnie wiadomo, że procedura rozpoznania inkarnacji, jaką zastosowali regent i Zgromadzenie Narodowe, obejmowała przepowiednie wysokich lamów i wyroczni oraz wizje z wód Lhamo Lhaco; Chińczycy nie mieli w tym żadnego udziału. Niemniej urzędnicy Guomindangu sprytnie łgali później w gazetach, że wyrazili zgodę na pominięcie losowania, że ceremonii mojej intronizacji przewodniczył Wu Czung-tsin, i tak dalej. Kłamstwa te zdementował uznawany przez Chińską Republikę Ludową za „postępowca” Ngabo Ngałang Dzigme, wiceprzewodniczący Stałego Komitetu Ogólnochińskiego Zgromadzenia Przedstawicieli Ludowych, podczas drugiego posiedzenia piątego Zgromadzenia Tybetańskiego Regionu Autonomicznego (31 lipca 1989 roku). Na zakończenie przemówienia, podczas którego opisał fakty i przedstawił dowody w postaci dokumentów, zapytał: „Po co partia komunistyczna miałaby iść w ślady i powtarzać kłamstwa Guomindangu?”.

Zwodnicza strategia i złudne nadzieje

W ostatnich czasach mieliśmy do czynienia z przypadkami nieodpowiedzialnych zarządców bogatych klasztornych posiadłości, którzy posługiwali się nieodpowiednimi metodami podczas rozpoznawania inkarnacji, co szkodzi Dharmie, społeczności monastycznej i naszemu społeczeństwu. Co więcej, od czasów mandżurskich władze chińskie próbowały posługiwać się buddyzmem, buddyjskimi mistrzami i tulku jako narzędziami politycznej manipulacji w sprawach tybetańskich i mongolskich. Dziś autorytarni przywódcy Chińskiej Republiki Ludowej, którzy jako komuniści religię odrzucają, wciąż mieszają się w życie religijne, prowadząc tak zwane kampanie reedukacyjne i ogłaszając obowiązujący od 1 września 2007 roku „Dokument nr 5”, mający kontrolować rozpoznawanie inkarnacji. To niegodziwe i haniebne. Stosowanie niewłaściwych metod wskazywania nowych wcieleń służy zagładzie naszych rodzimych, unikalnych tradycji i przynosi szkody, które trudno będzie naprawić.

Co więcej, mówią, że czekają na moją śmierć i że sami rozpoznają wybranego przez siebie XV Dalajlamę. Nowe przepisy, rozporządzenia i ostatnie deklaracje wskazują jasno, że opracowali szczegółową strategię, mającą oszukać Tybetańczyków, wyznawców tybetańskiej tradycji buddyzmu i społeczność międzynarodową. Ponieważ spoczywa na mnie odpowiedzialność za chronienie Dharmy i czujących istot oraz przeciwdziałanie tak szkodliwym planom, ogłaszam, co następuje.

Następna inkarnacja Dalajlamy

Jak już wspomniałem reinkarnacja [tulku] winna być aktem wolnej woli lub przynajmniej owocem karmy, zasługi i modlitw. Zatem decydować o tym, gdzie i jak się odrodzi oraz w jaki sposób nowe wcielenie rozpoznać, może wyłącznie odradzająca się osoba. Fakty są takie, że nikt jej nie może do niczego zmusić ani nią manipulować. Mieszanie się w system reinkarnacji, a zwłaszcza kolejnych wcieleń Dalajlamy i Panczenlamy, jest szczególnie niestosowne w przypadku chińskich komunistów, którzy stanowczo odrzucają ideę przeszłych i przyszłych żywotów, o inkarnacji tulku nie wspominając. Zaprzeczają w ten sposób własnej ideologii politycznej i obnażają swą dwulicowość. Gdyby ta sytuacja miała trwać, nie zaakceptują jej ani Tybetańczycy, ani wyznawcy buddyzmu tradycji tybetańskiej.

W wieku lat około dziewięćdziesięciu rozpocznę konsultacje z wysokimi Lamami różnych tradycji buddyzmu tybetańskiego, społecznością tybetańską i wiernymi, by zdecydować, czy instytucja Dalajlamy trwać ma nadal. Decyzję podejmę na tej podstawie. Jeśli okaże się, że tak, że jest potrzeba rozpoznania XV Dalajlamy, odpowiedzialność za to spocznie przede wszystkich na przedstawicielach Trustu Gaden Phodrang Dalajlamy. Powinni oni skonsultować się z przywódcami poszczególnych tybetańskich szkół buddyjskich oraz z wiarygodnymi, związanymi przysięgami Opiekunami Dharmy mającymi nierozerwalną więź z linią Dalajlamów. Zasięgnąwszy ich rady, powinni prowadzić poszukiwania i proces rozpoznania zgodnie z utartą tradycją. Zostawię im w tej sprawie jasne, pisemne wskazówki. Mając to w pamięci, poza inkarnacją wskazaną przy pomocy prawowitych metod, nie zostanie uznany żaden inny kandydat wskazany w celach politycznych przez kogokolwiek – w tym przez tych w Chińskiej Republice Ludowej.

Dharamsala [24 września 2011]

RACHUNEK BANKOWY

program „Niewidzialne kajdany” 73213000042001026966560001
subkonto Kliniki Stomatologicznej Bencien
46213000042001026966560002

PRZEKIERUJ 1,5% PODATKU